Kategorie
Chaos Polityka Życie

Wystarczy. Wstęp

Każdy kto przeżył wojnę wie, że jest ona największą tragedią ludzkości. Spotkaniem ze złem, nieobliczalnym, w najbrudniejszej formie, które nikogo nie pozostawia bez winy. Zmienia na zawsze, wydobywa najniższe instynkty, najbardziej prymitywne, najmniej ludzkie. Zmienia osobowości, łamie charaktery, odbiera wiarę. Przetrwanie za wszelką cenę staje się jedyną wartością. Inne, osłabiające wolę przeżycia zanikają, przestają być ważne, stają się równie zabójcze jak wróg, który uległ takiej samej przemianie, degradacji. Albo my, albo oni, wojna nie pozostawia wyboru.

Wojny się kończą. Pozostają ofiary. Sieroty, inwalidzi, psychicznie złamani. Niedostosowani do życia bez wojny, która toczy się dla nich i w nich nadal. W nienawiści do sprawców ich nieszczęść, do siebie samych, zdolnych do czynów, których nie mogą wybaczyć ani sobie, ani tym, którzy stali się sprawcami ich popełnienia. Zło nie znika. Trwa nadal. Drąży, nie pozwala zapomnieć. Czeka. Na zemstę, która ma zadośćuczynić krzywdy. Oddać sprawiedliwość. Upewnić się, że to nie my ponosimy winę.

Budowanie życia na nowo, po doświadczeniach wojny, nigdy się nie kończy. Nawet po odejściu pokolenia, które przeżyło ją osobiście. Pamięć o niej tworzy bariery pomiędzy byłymi wrogami. Wygasły konflikt przenosi się do świata sztuki i nauki. Podsycany pytaniami, obrazami, bardziej lub mniej prawdziwymi. Historia okazuje się nie opisem rozwoju i ewolucji, ale niszczenia i rewolucji. Fałszywym.

Wojna, którą obserwowałem i stałem się uczestnikiem nie była przypadkowa. Miała powód. Nierozwiązany dylemat. Narodowości, religii, stron, po których należało się opowiedzieć, tożsamości. Wyboru. Ta wojna toczyła się setki lat. Nawet dłużej. W umysłach. Na tyle długo, że jej oczywistość i wybuch nie był zaskoczeniem. To co się podczas niej działo, jej rozmach i skutki, już tak. Jako obcy, znalazłem się w miejscu, które nie było moim. Nie wybierałem strony. Ona wybrała mnie. Wbrew każdej z możliwości. Poza jedną. Humanizmem i ofiarą, złożoną na każdym z ołtarzy, każdego wyboru. Wojna, której można było uniknąć. Która nie powinna się nigdy rozpocząć. Wywołana przez polityków, ich ambicje, brak wyobraźni, pożądanie władzy i posiadania. Nikt kto powinien, nie poniósł kary. Śmierć poniosło dwieście tysięcy ludzi, w większości bezbronnych, zamordowanych w czystkach etnicznych, nowoczesnej formy eksterminacji. Im poświęcam tę książkę.

Kategorie
Bez kategorycznie Brak Chaos Śmierć

Na nic

Kluczy jest wiele. Otwierających i tych, które nie otworzą. Niczego. Całe pęki. Do zapomnianych drzwi, wymienionych zamków. Po schodach, windami w górę, do jasności i w dół, ponad, niżej, do ciemności, podziemi. Do miejsc  gdzie byliśmy i nie. Gdzie jesteśmy. Gdzie będziemy. Do drzwi, do których otwarcia, nie mamy klucza. Do próśb o ich otwarcie. Do chęci o zamknięciu ich na zawsze. Do nieznanych schodów, kluczy i stania przed, nigdy za drzwiami. Czekający. Odchodzący. Sami i nie sami. Z czekającymi za nimi, na nasze odejście, na pozostanie i czekanie. Nie bycie przed nimi. Drzwiami Do, drzwiami Z.

Gdy w miejscach niepoznanych staniesz, bez oczekiwań, nie myśląc o tym, co już poznałeś i czego poznać nie możesz, zapomnij. Siebie i poznane i niepoznane. Tylko bądź. Pomyśl, że jesteś. Gdy jesteś. Bo jesteś. Bo wiesz, że tak jest. Na zawsze.

Klucze, które przypominają o swoim istnieniu. Ciężkie i lekkie, upięte razem. Nieoznaczone, których nie rozpoznamy. Ciążące. Zebrane. Nie ten, może inny?

Nie mam już kluczy. Do niczego. Oddałem je. Do drzwi serdecznych. Przyjaznych. Miłych. Szczerych. Nienawistnych. Udawanych. Żadnych. Nie wyrzuciłem ich.

Nie o was tu chodzi, o mnie. Klucze? Otwierające i zamykające?  I tyle. Na tyle. Na nic. Zależy? Tak zależy. Biegnij. Świecie. Niezrozumiany.

Kategorie
Psychika Toksycznym

Fałszywi prorocy

Przestańcie mi wreszcie kurwa wieszczyć, co się ze mną stanie. Dziać się będzie, co będzie się działo, co wybiorę, na co nie mam wpływu, na co jakiś jednak mam. Staram się nie przez wzgląd na was, podglądacze i życzący niby dobrze, dla których zawsze nie jest jednak tak, jak powinno. Nie staram się, bo mi przepowiadacie, frazesy, banały i wasze niepowodzenia. Fałszywi przyjaciele, fałszywi prorocy, w bezpiecznych miejscach, w wygodzie, albo ambicji, zjadającej was, jak zazdrość, że to nie wy wybieracie, ale mnie zdarzyło się to robić. Przyglądacie się z miną mędrca, który nie ma pojęcia w czym rzecz, czym się rzecz kieruje, czy waszą rzeczą jest mieć pojęcie i prawo w ingerencję rzeczy. Moich, nie waszych.

Przestańcie wieszczyć innym, inni przyjaciele, innych, których chcecie uczynić podobnymi do siebie. Pozostawcie nam nasze życie, niekompletne, jak wasze. Pozwólcie nam być sobą, nie wami. Stańcie się oparciem, którego potrzebujemy, nie krytyką i osądem. Potrafimy ocenić się sami. Moglibyśmy ocenić was. Nie robimy tego, nie chcemy was zmieniać. Pomóżcie nam raczej wytrwać w trudnych postanowieniach, wyborach niełatwych, z poczuciem winy, że chcąc żyć inaczej, możemy krzywdzić tych, których kochamy, niechcący. Nie wszyscy muszą być jednakowi, nie wszyscy są, nie wszyscy mogą. Nie czujemy się lepsi, nie grozimy waszym odczuciom. Nie zmuszajcie nas do czucia się gorszymi, bo tylko tak pozwalacie nam na znalezienie miejsca w świecie, który nie tylko należy do was, ale jest i nasz, wspólny. Nie zamykacie nas w więzieniu odmienności. Dożywotnio. Śmiertelnie.

Niewiele chcemy. Jeszcze mniej nie chcemy. Nie jesteśmy w inności tacy sami. Możemy widzieć inaczej, kochać inaczej, czuć inaczej, gubić się inaczej, poszukiwać inaczej, wierzyć inaczej, być szczęśliwymi inaczej. Jeżeli tego nie rozumiecie, zapomnijcie o nas, wyrzućcie z pamięci. Nie przeszkadzajcie, będzie nam lżej i wam. Innym.

Kategorie
Bez kategorycznie nieznane

Dwie strony mantry

Nie da się osiągnąć niczego ponad to, co można.

Nie da się.

Nie da się osiągnąć.

Nie da się osiągnąć niczego.

Nie da się osiągnąć niczego ponad.

Nie da się osiągnąć niczego ponad to.

Nie da się. Osiągnąć niczego. Ponad to. Co można.

Nie da. Się osiągnąć. Niczego ponad. Co. Można.

*

Można osiągnąć więcej, ponad to, co da się.

Można osiągnąć.

Można osiągnąć więcej.

Można osiągnąć więcej, ponad.

Można osiągnąć więcej, ponad to.

Można osiągnąć. Więcej. Ponad to. Co da się.

Można osiągnąć. Więcej, ponad to. Co. Da się.

Kategorie
Uczucia Życie

Moja kara, nie moja wina

Zemszczę się, na Boga zrobię to. Na Bogów. Nie pozostanę dłużny. Kropla krwi za każdą kroplę. Łza za łzę, oko za oko, ząb za ząb. Dlaczego nie miał bym tego zrobić? Mam się powstrzymywać? Miałbym przebaczać, aż nie pozostanie ze mnie nic? Poza przeznaczeniem wybaczania? Muszę zaczynać od końca, nowiny, która odeszła i nie powraca? Mogę zacząć od początku. Noża Abrahama i ustalonej zasady. Coś ty mnie, ja tobie. Z satysfakcją spełnionego prawa, moim czynem, moim głosem, moją myślą. Stojąc na rozwidleniu dróg, trojakich, w trójcy, którąś muszę wybrać. Siłę, zbawienie, świadomość. Nie podzielę się, nie rozdzielę. Idąc jedną drogą, nie przejdę innymi dwoma, nawet jeżeli prowadzą do tego samego celu. Nie poznam tych, których nie przejdę. Będę ubogi w poznaniu, będę pozbawiony wiedzy o wydarzeniach na nieprzeszłych drogach.

Pierdolę. Taka zemsta nic nie jest warta. Błąkająca się po księgach, których nie nawiedził żaden bóg. Najbliższy tym księgom, jest może, gdy modlący się wzywają jego imię. Tylko które? Imion ma wiele. To które znam, nie jest znane innym. Innych nie jest znane mnie. Z moim jesteśmy na Ty. Rozmawiamy zamiast składania pokłonów. To nie On potrzebuje zemsty. Oczekuję jej ja. Wyrównania rachunków. I moje bóstwa domowe. Pamięć i miłość.

Inna zemsta mi się marzy. Delikatna jak powiew Zefira. Miła. Pogodna. Cnotliwa. Nie moja w wykonaniu. Boska. Wymierzona sprawiedliwie. Nie moją ręką. Jakby jej nie było. Odbierająca, czego nie będzie, mogące się zdarzyć i się nie wydarzy. W nieświadomości odchodzących możliwych, których nie będzie. Moja kara, nie moja wina. Nie zawsze moja, nie zawsze moje. Zemsta niewiedzy. Niewinna. Paląca oczekiwaniem, którego nie będzie. Niby nie zemsta, ale ja będę wiedział.

Kategorie
Znalezione w sieci

BUNT

AUTENTYCZNA

Bezsilność przytłacza. Jest niczym zamknięcie w cisnej klatce. Przed oczami pojawiają się obrazy, których nie chcesz widzieć. Sceny, które pragniesz za wszelką cenę zatrzymać. Sytuacje, które przerażają. Jesteś bezpieczny, ale ci, którzy wyłaniają się i znikają nie. Ból, słabość, niemoc, determinizm, zależność od innych. Możesz tylko krzyczeć. Płakać, łkać. Zdzierać skórę szarpiąc za kraty, łamać paznokcie mocując się z żelastwem. To twoja jedyna możliwość buntu.

Jednak oni są silniejsi. Mają nad tobą pełną kontrolę.

Wyrywasz się sznurom, które mają opleść twoje nadgarstki. Kopiesz na oślep, licząc ze trafisz w rękę, która próbuje złapać za kostki. Mają zdecydowanie więcej siły. W końcu musisz się poddać. Zalany łzami, pokonany, zniewolony. Przyglądasz się, bo tego żądają. Masz poczucie, że z każdą sekundą coraz więcej w tobie umiera. Gaszą te delikatne światło, które się w tobie tli. Odbierają nadzieję. Pozbawiają cię wszystkiego, co powoduje, że chcesz kochać. Dopada cię bezsens.

W geście rezygnacji rozluźniasz…

View original post 197 słów więcej

Kategorie
Pamięć Spokojnie

Gdybym Cię nie kochał

Było by tak łatwo, gdybym Cię nie kochał. Nie było by zawodu, zabijania kochania na siłę, narzucania zawodu, którego nie było i być nie powinno. Poświęciłem kochanie, dla dobra niekochania. Poświęciłem przyjaźń, dla dobra jej braku. Pozostałem bez obu. Pozostałem bez Ciebie. Nawet nie wiesz jak mi z tym źle.

Nie obwiniam Cię, że Cię nie ma. Nie miało Cię przecież być. Byłaś. Stałaś się, nie wyczekiwana, nie znana, nie spodziewana, na krótko moja. Na długo wytęskniona. Czas pomaga zapomnieć. Pamięć nie pozwala pozbyć się gestów, głosu i słów. I niech tak pozostanie. Pamięć nikomu nie szkodzi, nikomu nic nie zabiera.

Myślę często o Tobie. Boję się często o Ciebie. Zawsze dobrze Ci życzę. Szkoda mi kochania, szkoda mi przyjaźni i wiedzy, że jesteś. Tak zadecydowałem. Za szybko, na zawsze. Mogę winić tylko siebie. Musiało tak się stać, gdyby nie musiało, pozostała byś, mimo moich zabiegów, aby tak było.

Gdybym tylko Cię lubił. Nie było by zawodu. Nie zabiłbym w Tobie uczuć, które powinny pozostać. Myślałem, że będziesz jedną z wielu. Okazałaś się jedną, o którą nie potrafiłem się starać. Uciekłem przed Tobą. Za dużo tego kochania, myślałem. Nikt mi tego nie podaruje.

Zawód zamienia się we wspomnienie. Coraz milsze i spokojniejsze. Zaczynam się cieszyć, że byłaś, zamiast żałować, że Cię nie ma. Kochanie zamienia się w serdeczność. Serce bije mi radośniej. Dla Ciebie, na myśl o Tobie. Pozostaniesz we mnie. Na zawsze. Dobrze.

Kategorie
Chaos Toksyczny

Klucz

Nic od Ciebie nie chcę. Klucz. Otwierający potrzeby, których nie ma, bo nie może ich być. Słowa, których nie powinno się wypowiadać. Nic nie chcę. Od Ciebie. Są jak sieć zarzucona na wodę, w której niczego nie uda się złowić.

Tacy jesteśmy, niczego nie potrzebujący, bo potrzeba okaże się wyzwaniem, któremu nie koniecznie uda nam się sprostać. Ucieczka jest prosta. Obrót i jak najdalej. Do zmęczenia i zapomnienia. Snów, nie realności, nad którą nie udaje się zapanować.

Znasz to? Ja aż za bardzo. Nie odważę się. To musi samo przyjść. Gdy już przyjdzie, nawet tego nie rozpoznam i ty nie. Zwiniemy się w kłębki pewności, że to nie mnie i tobie się zdarzyło. Innemu, innej. Dalej, jak najdalej. Nie pytaj czemu. Tak musi być. Prościej. Rozsądniej. Bo ktoś tak chce?

Kategorie
Bez kategorycznie Psychika

Zło można pokonać tylko dobrem

Nowy rok już nie za rogiem. Rozpoczęty i zaczyna się toczyć kolejnymi dniami. Plan z poprzedniego wykonałem ze specjalnymi dodatkami, którego nie dzieliłem ze światem, zajętym pandemicznymi problemami. Miałem inne, osobiście dotykające i trudne do przewidzenia. Spotkałem egoizm, brak zrozumienia, niespełnione oczekiwania, nawiedziły mnie duchy przeszłości, wykluczenie, odepchnięcie. Nie tylko. Znalazłem przyjaźń, pomoc udzieloną i którą się dzielę, siły w sobie, o których nie wiedziałem, albo zapomniałem, altruizm, wytrwałość, w końcu nadzieję, spokój, modlitwę, podaliśmy sobie ręce z Bogiem, który wysłał mi anioła. Jestem wciąż równie niedoskonały, niepochamowany, zachłanny, pełen złości i żalu. Ale mniej tego we mnie. Równoważę się. Nie mogę stać się doskonalszy, muszę zachować twardość, niezależność ocen.

Nie byłem w tym sam. Przyglądanie się nieszczęściu innych, zmieniło mnie na zawsze, na dobre. Nie chciałem tego. Przyglądania się, zmian. Przyglądania się, jak nieszczęście zmienia, aż nic nie zostaje ze wspomnień o szczęściu, poza przetrwaniem, które się nimi żywi. Nieszczęście jest jak choroba, pogłębiająca się, im dłużej trwa. Niszczy duszę, zamienia ciało w łachman, nałogami dającymi coraz mniej wytchnienia, zabójczymi, po dzień nadania skrótu nowemu imieniu. NN. Nieznany mężczyzna. Nieznana kobieta. Im już nie pomogę, mogę jeszcze innym.

Współczuję. Ale nie nieszczęsnym, są ofiarami błędów i stwardniałych serc, tych, którzy zamiast je okazać, uznali się za sędziów, wyrokujących i skazujących na karę wygnania i powolnej śmierci, w bezimiennej kloace, poza nawiasem, na dnie. Nieszczęśni odbyli wyroki, niektórzy dożywotnie. Wybaczyli sędziom, którzy nie poniosą kary. Lepszym, czującym się sprawiedliwymi. O to chodziło? Pozbyć się, udowodnić że za zło odpłaca się tylko złem, nie widząc go w sobie samym. Zło za zło. Wybaczcie sędziowie, jeszcze nie czuję dla was litości. Wybaczcie sami sobie, gdy zrozumiecie, że zło można pokonać tylko dobrem.

Kategorie
Bez kategorycznie nieznane

Pamięć. Trwała

Jak czuje się człowiek, który zawdzięcza życie poświeceniu innych? Czy pamięta o nim, każdego dnia? Czy święci matkę i ojca? Dawców życia, śmierci? Czy oddaje cześć przodkom, jest świadomy przekazanych przez nich genów, pozwalających mu przetrwać, rozwijać się, tworzyć, dociekać, i że jest jedynie wynikiem dostosowania? Czy czci Boga, Bogów, Przypadek, Los, którzy sprawili, które sprawiły, że jest i będzie. Do końca czasu, który go czeka. Od czasu tych, których już nie ma, a którzy żyją wciąż w nim, w porządku pokoleń, gatunków, form, komórek, związku molekuł, pustki? Od czegoś do braku czegokolwiek?

Człowiek, ten nowoczesny, nie odczuwa potrzeby takiej pamięci. Jest ona abstrakcją, z której się wyzwolił, tak mu się przynajmniej wydaje. Dysponując wiedzą, której zakres codziennie się podwaja, pozostaje obojętny na oczywiste fakty, oślepiony wiarą w swoją wyjątkowość. Staje się coraz bardziej indywidualny i egoistyczny. Przeciwstawia siebie ludzkości, którą traktuje jako zagrożenie, nie jedyną siłę, raz poruszoną, nie ustającą, która pozwoliła mu znaleźć się tu gdzie jest i istnieje. Dzieli ludzkość. Grupuje. Religie, kultury, rasy, narody, opinie, mniejszości, każdego rodzaju, z którymi się identyfikuje, mające go chronić lub się im przeciwstawia, uważając je za wrogie i niebezpieczne. Czyni wszystko byle się nie zanurzyć w człowieczeństwie. Uniwersalnie słabym, zależnym, błądzącym, niszczącym wszystko, co nie zostało dopasowane do przeżycia. Do kolejnego oddechu, kosztem innego. Nie rozumiejąc, że to nie ludzkość jest tego powodem, ale on sam z miliardami każdych, takich jak on. Nie rozróżniających kim są, od tego jakimi są.   

Pamięć nie jest abstrakcją. Jest zbiorem zdarzeń, które pozostają. Przeżywane, odtwarzane, interpretowane, układając się we wzory, nadające znaczenie kolejnym. Nie ma istnienia poza pamięcią. Uczeniem się, rozważaniem, postępem, cofaniem się, zbaczaniem i powracaniem. Jest pamięć poza istnieniem. Gdy zabraknie nas, ale pamięć pozostanie. Nie tej, której nie poznam, ale która odnajdzie mnie wśród pamięci poznawanych. Moją i naszą pamięcią. Trwałą.