Kategorie
Psychika Toksyczny Życie

Infantylność dojrzałości

Nie znoszę dojrzałości. Odkąd musiałem dojrzeć, bo przystawało to z wiekiem, buntuje się we mnie dziecko, którym jestem do dzisiaj. Nagle, z dnia na dzień prawie, zabroniono mi naiwnej ciekawości, prawa do popełniania błędów, radosnych podskoków, gdy udało mi się nieosiągalne, niczym nie skrępowanego śmiechu z byle powodu, rzucania się głową w nieznane, pozostawiania niedokończonych planów, o których zapominałem, zawodu, bo ktoś mnie zranił. Zastąpiono to odpowiedzialnością, złotem milczenia, dostosowaniem i rolami, których nie wybrałem, siłą charakteru, umiejętnością liczenia zysków i strat, wybaczaniem i wyrozumiałością, trzymaniem reszty mocno pomiędzy pośladkami. Na wszelki wypadek, bo licho nie śpi, bo nie wolno dać sobie w kaszę dmuchać. Zabrano mi zabawki, dano kieliszek Wyborowej. Na początku było dobrze. Mogłem robić prawie wszystko na co miałem ochotę, albo pozwalała mi zawartość kieszeni, ewentualnie nie wkurwiłem doroślejszych ode mnie. Potem było boleśnie i to dosłownie, bo wdawałem się nieustanie w potyczki słowne, kończące się bójkami. To nie były uszczypnięcia, ale rozkwaszony nos, wybite zęby, połamane kości. Byłem drobny, ale zadziorny. Powody mogły być każde. Kto by przypuszczał, że z równą determinacją będę bronił zaczepioną dziewczynę kolegi, jak i książkę Marka Hłaski, której i tak nie przeczytał, dwa razy większy ode mnie zawodowy żołnierz. Zanim dostałem pierwszego sierpowego zaśpiewałem mu: czy to w zimie, czy to w lecie, poznasz chama po berecie. Na głowie miał czerwony. To go nie rozśmieszyło. Wylądowałem na pogotowiu, ale on w areszcie, bo wrócił do jednostki zakrwawiony i bez guzików przy mundurze. Chciałem mu odgryźć ucho. Zostaliśmy kumplami na jakiś czas. Ja wchodziłem cichaczem na wojskową siłownię, i wynosiłem mu wędliny na sprzedaż, on czytał wszystko co mu poleciłem.

Po dojrzałości przyszedł czas na dorosłość. Tej nie lubię równie mocno. Zmieniła mi się twarz. Przestałem być chłopięcy, chociaż pozostałem nadal szczupło chudy. Z ty, zmieniłem się na pan. Długo się ociągałem. Mając ponad trzydzieści lat nadal byłem proszony o dowód przy barze. W końcu alkohol, papierosy, praca i imprezowanie, nawet ponad siły, zrobiły swoje. Posiwiałem. Widzę już zmarszczki, przygarbienie zmienia się w garbatość. Może tylko pozostaje satysfakcja, gdy widzę zainteresowanie mną kobiet, czasami w niebezpiecznie młodym wieku i zazdrość dorastających mężczyzn, gdy pomykam na nartach albo rolkach, albo dam komuś w mordę. Z pewnością nie wiedzą, że jestem bardziej infantylny niż oni.

Nie wiem kiedy, ale przyjdzie czas na starość, jeżeli jej dożyję. Już czuję do niej niekłamaną niechęć. Nie chcę myśleć jak to będzie. Mam jeszcze sporo do zrobienia, muszę nadrobić czas dojrzewania i dorosłości. Mam wciąż dzieci, które chcę wychować i te którym chciałbym pomóc. Może pojawią się jeszcze nowe? Oby, nawet chyba wiem z kim. Nabrałem dystansu, ale dziwię się, że w lustrze nie widzę już małego chłopca, który ma ochotę znowu coś porządnie nabroić, dla zasady.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s