Kategorie
Rodzina Życie

Starość

Przyglądam się jej. Ma ponad 90 lat. Jest moją babcią. Zastępowała mi, obecną na peryferiach dzieciństwa matkę, zapracowaną, zajętą własnymi sprawami. Odkąd pamiętam była siwa, całkiem albo odrostami. Marszczyła się coraz bardziej z dekady na dekadę. Zmniejszała się, aż stała się skórą i gnatem, lżejszym wydaniem siebie, tej gdy biegaliśmy po Rabczańskich ścieżkach zdrowia, godzinami graliśmy w karty, prowadziliśmy rozmowy o sprawach najważniejszych z ważnych. Dzisiaj jest biało-żółta, krucha, dotąd zawsze mocna, przykuła się do łóżka, oczekuje opieki. Nie jest już doświadczoną lisicą z zaczepnym błyskiem w oku. Znam ją lepiej niż ktokolwiek inny, wiek ją zabiera dzień po dniu. Poznałem jej tajemnice, nawet te bezwstydne, opowiedziane z naiwnością młodej dziewczyny, wiem kogo pragnęła, kogo nie lubi, przed kim udaje. I ona zna mnie najlepiej, nigdy przed nią niczego nie ukrywałem. Zazdrościmy sobie nawzajem. Ona mojej nieodpowiedzialności i przygód, ja jej zdolności przewidywania, perspektywy i zaskórniaków. Jesteśmy najbliższymi przyjaciółmi. Kochamy się, jak tylko może dwoje ludzi. Jedynie ona mogła mi powiedzieć, kiedy jej wyznałem, że pokochałem, znalazłem i straciłem przyjaciela, takiego jak ona, że to czas najwyższy, nauczę się wreszcie pokory i zdam się na kogoś, bo bez niej zawsze będę samotny i mam nie dbać o to, co pomyślą ludzie i mieć nadzieję, bo przecież nie jestem taki zły, jak mnie malują. Tylko ja jej mogłem odpowiedzieć, że nie jest lepsza, zawsze uciekała przed ryzykiem w bezpieczeństwo oczekiwań i gdyby nie ja, wierzyła by, że inaczej nie można. Z trudem przyjmuję, że pewnego dnia odejdzie. Jej brak zabli. Wolałbym jednak, by nie czekała na to, leżąc na wznak z poduszkami pod głową, nigdy nie ułożonymi jak należy, wpatrując się w galerię świętych obrazków i krzyży, których tak naprawdę nie znosi, a które przynoszą jej dziesiątkami ciotki i sąsiedzi, ale z energią, właściwą jej postaci. Żałuję, że nie mogę spędzać z nią tyle czasu ile bym chciał, mój optymizm stał się dla niej niebezpieczny, upór stawiania jej na nogi, po upadkach i wypadkach jest ponad jej siły.

Zżyłem się ze starością, nie ma w niej niczego, czego bym nie poznał. Można ją oswoić, ale nie jest to dziki koń stepowy, przyzwyczajony do wolności, którego można złamać. Jest ostrożna i polubowna, wciąż ma jednak charakter. Spłoszy się, gdy do czegoś się ją zmusi. Jest pamiętliwa, łatwo się obraża. Ma tę pamięć bardzo wybiórczą. Ograniczoną do rzeczy ważnych, tylko da niej. Wszystko zależy od jej sprawności i to w każdym wymiarze. Jej dni mogą być długie i nudne, nawet wypełnione bólem zużytego ciała, mogą być też krótkie, gdy odwiedza ją młodość i poza ekscytacją wprawia w senność, męczy swoim nadmiarem.

Znam ją, ale wolałbym, by nigdy nie nadeszła. Nie wiem czy jest ktoś, kto jest na nią przygotowany. Ja nie będę na pewno. Chociaż już ją prawie widzę, machającą do mnie z ławek w parkach, rękami mojej malutkiej córki, która mnie zapytała kilka razy; Tatku, czy ty jesteś stary? Dziecko. Jeszcze nie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s