Kategorie
Toksycznym

Znajoma z Facebooka

Ile można przyjmować znajomych i ilu można zapraszać? Do pięciu tysięcy. Potem koniec. Basta. Bardzo dobrze, bo większości ludzi i tak nie znam i szczerze mam ich głęboko w dupie. Zapraszam i przyjmuję tych, którzy wydają się interesujący: mają nienormalne komentarze, publikowane co kilka minut, zieją nienawiścią do kogoś lub czegoś (zakochałem się wręcz w jednym byłym policjancie, który ma obsesję na punkcie Kościoła i w drugim świrze, który Żyda widzi w każdym, ale nie sobie i popiera to samokleconymi grafikami), mają dziwne zdjęcia, na przykład dużo Matek Boskich i Jezusków (najczęściej pytają prywatnie o preferencje seksualne, nie kłamię), tych lubię najbardziej. Mogę ich obserwować w telefonie, jadąc autobusem, gdy już znudzi mnie czytanie albo przyglądanie się prawdziwym nieznajomym, zastanawiając się, o co tak naprawdę tym biedakom chodzi. Trochę jak polski serial, nieważne jakiej stacji, ani akcji, ani talentu. Miewam poczucie wyższości i może mi nawet z tego powodu bywa głupio. Przecież wiedziałem, kto zacz, ale nie mogłem się oprzeć. Czasami przyjmuję też ludzi, którzy mają podobne, albo zupełnie nowe dla mnie zainteresowania i jakoś mnie ujmują, twarzą, jakimś ciepłem, czasem inteligencją. I taką osobę sam zaprosiłem. Humanistka, psycholog, społecznie wrażliwa, niegłupia. Zaczęliśmy do siebie pisać, ja otwarty, ona otwarta. Ja akurat w dupie, ona też w dupie, trochę innej niż moja. I tak to szło. Trochę mnie tylko dziwiły za częste kochany i inne w tym stylu, ale też każdy ma prawo do swojego. Po jakimś czasie zorientowałem się, że wcale nie wymieniamy myśli. Przeleciałem przez messengera i faktycznie, tak było. I tak z dnia na dzień robiło się coraz bardziej toksycznie, ale z ikonkami uśmiechu. W końcu po usuwaniu i znowu zapraszaniu, rozpętała się prawie walka na intelektualne pierdolety (znam sporo psychologów, są jak księża, mają zawsze rację, przynajmniej muszą popatrzeć z góry, z taką zawodową szczerością chłopskiego roztropa). Daliśmy sobie chwilę wytchnienia. Ale oczywiście mnie korciło. Nie mogłem dać temu spokoju i musiałem znowu zahaczyć. Myślałem, że niewinnie. A jednak pomyliłem się, byłem winny, inwigilujący. O kurwa, co jest? Wczytywałem się z coraz większym zdumieniem w napływające słowa. Okazałem się cynikiem, przebiegłym narcyzem i zdecydowanie internetowym podrywaczem, bo wszyscy są tacy. Czegoś chciałem i to chciałem bardzo. Najbardziej w jej eterycznym odbiciu chciałem się przeglądać. Troszkę też nierozgarnięty, bo tak to było szyte, że prząśniczka prawie rwała nici. Naturalnie przeprosiłem, że takie wrażenie mogłem sprawić, ale tkaczka utkała wreszcie wyraźny wzór. Ona rozczarowana, bo wszędzie tylko marazm, obłuda, niskość i chamstwo i tyle razy już się o tym przekonała, że ona woli już nie woleć! Ale ona się poświęci i mnie wysłucha i nawet pomoże. No, droga facebookowa przyjaciółko, pomyślałem sobie, nie jest z ciebie znowu taki cud, najpierw pomóż sobie. Oczywiście na koniec podziękowałem i poleciłem się na przyszłość. I taki mnie spokój ogarnął, że już mnie nie będzie kusiło, że znowu okazałem się zły i jutro obudzę się równie nie przystosowany jak wczoraj i nie mam z tym żadnego problemu. Dziękuję jej za to.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s