Kategorie
Psychika Życie

Narkotyki

Lubię je, bardzo zawsze lubiłem. Jestem eksperymentatorem. Będąc jeszcze w liceum, znalazłem dilera który sprzedawał rzeczy, które zawsze chciałem spróbować. Zarabiał tak na studia, polubiliśmy się. To nie były syfy, dopalacze, które zabijają dzisiejsze dzieciaki, ale prawdziwy staff. Nigdy nie próbował mi sprzedać amfetaminy czy heroiny, nie wąchałem jakichś klejów. Dostarczał mi towar dyskretnie, abym nie miał kłopotów. Nie znałem środowiska narkomanów, nie chciałem go poznać. Wystarczyła mi starsza ode mnie dziewczyna, która zabójczo mi się podobała. Wstrzyknęła sobie niezidentyfikowaną substancję, przypuszczam, jakiś podrasowany chemią kompot, którą zaniosłem do szpitala, gdy jej towarzystwo nagle zniknęło, po tym jak dostała konwulsji. Powiedziałem, że znalazłem ją na ulicy, nic więcej nie mogłem dla niej zrobić. Widywałem ją potem czasami. Przeżyła, wyglądała coraz gorzej. Przestała mi się podobać. Ja paliłem i brałem coś dla przyjemności. Miałem kilku znajomych, którzy robili podobnie. Nie uzależniłem się, chociaż wlałem w siebie morze wódki i jestem namiętnym palaczem tytoniu.

Mając dwadzieścia parę lat wyjechałem do Londynu. Tam dopiero dowiedziałem się co to są narkotyki. Ponieważ mieszkałem zawsze na północy, do Camden Town miałem o rzut beretem. Mogłem kupić co dusza zapragnie, w przystępnych cenach. Pamiętam pierwsze LSD, Ketaminę, dzikie party w Brixton Academy. Grzybki na wakacjach to było przedszkole. Trafiałem w miejsca, gdzie mogłem bawić się od piątku do poniedziałku, rozmawiać, chociaż trudno tak to nazwać, z Maxwelem Fraserem, Dido, nawet Amy Wainehouse i niezliczonymi znanymi i nie, ludźmi. Mogłem słuchać najlepszych na świecie DJów, przekonać się do muzyki industrialnej, przy wejściu otrzymywałem garść prezerwatyw. Przy Oxford Circus odkryłem dom, zdaje się, już wyburzony i wiodące do niego zielone drzwi, za którymi kupowałem najlepszy na świecie haszysz. Pomagał mi na nerki, co jakiś czas pojawiają się w nich kamienie, nie trułem się szkodliwymi lekami. Spotykałem się z dzisiaj dobrze znaną profesor anestezjologii, wtedy studentką, która pod łóżkiem miała walizeczkę pełną cudów. Nie podzielałem tylko jej słabości do palenia hery. Smakowała jak rozgryziony antybiotyk i mnie usypiała, na to też miała inny specyfik, budziłem się jak Feniks. Pojechaliśmy do Amsterdamu. Nie pamiętam nic z tego wyjazdu, poza niechęcią do marihuany. Dopiero następnym razem zwiedziliśmy miasto. Dzisiaj jest matką trójki dzieci, odnoszących same sukcesy. Nie zabiło to jej, nie zabiło mnie, ani nie zepsuło.

Byłem managerem pubów. Jedna z firm, dla której pracowałem postanowiła zrobić ze mnie bramkarza, wiadomo oszczędności. Kurs kilkudniowy. Po zakończeniu otrzymałem plastikową kartę ze zdjęciem. Pierwszego dnia kursu położono przede mną i innymi, zestaw narkotyków. Jeżeli rozpoznamy połowę i opiszemy ich działanie, możemy iść do domu i zgłosić się po certyfikat. Pewnie był to żart. Znałem prawie wszystkie, wiedziałem jak działają. Oficer policji, który prowadził szkolenie, bacznie mi się przyglądał. Podczas przerwy na papierosa zaproponował mi pracę. Odmówiłem. Zapytał dlaczego? Konflikt interesów. Problemem nie są narkotyki, ale jak je używać i edukacja. Inaczej to jak walka z wiatrakami. Nie jestem Don Kichotem. Poza tym nie byłem wtedy obywatelem Unii. Ale odbyłem cały kurs, był naprawdę wciągający.

Wróciłem do Polski. Czasami zadaję sobie pytanie, po co? Nie dziwię się, że Polacy nadużywają wszystkiego co się da. Nie jesteśmy zadowolonym z siebie narodem, rozdziera nas konflikt pomiędzy starym i nowym. To nowe też nie jest pierwszej świeżości. Udajemy europejczyków, zamiast być sobą. Cieszą nas zakupy na kredyt, nie wolność, którą mamy w każdej dziedzinie. Mamy utrwalone kompleksy i wyraźne poczucie niższości. Nie znajdujemy wsparcia w związkach, gdzie kobiety są coraz bardziej męskie, a mężczyźni jacyś bezradni, a kultura też przedstawia wiele do życzenia. Teraz rzadko nawet coś zapalę, nie mam z kim. To ma być relaks, nie łapanie doła, bo ktoś ma na stałe obniżony nastrój. Obawiam się także. Kiedyś zaciągnąłem się kilka razy jakimś świństwem, które zaproponowały mi dwie Dunki. Po chwili jak one, nie mogłem nawet utrzymać się na czworaka, będąc całkowicie świadomy, co dzieje się wokół. Ledwie dotarłem do domu taksówką, wychodziłem z niej kwadrans. Nie namawiam nikogo do spróbowania narkotyków, nie przestrzegam. Uprzedzam jednak, nie są dla wszystkich. Nie wiem, czy pozwoliłbym moim dzieciom na takie eksperymenty? Raczej nie. Poza tym, żyjemy już w innych czasach. Wiedzą więcej niż ja.

4 odpowiedzi na “Narkotyki”

Nie wiem jak dawno temu byles w Londynie ale teraz nawet 10 latki mozna spotkac z blantem w buzi. Ja bym sie raczej nie doszukiwala w narkotykach pozytywow. Mam zupelnie odwrotnie – to wlasnie trawke swego czasu palilam a zadnych innych narkotykow nigdy nie sprobowalam. Wole sie nie dowiadywac czy naleze do tych ktorzy by wpadli czy nie. Jedyne co to podejrzewam ze raz dostalam nieswiadomke bo grobowy nastroj nagle zmienil mi sie w euforie i tanczylam na stole z mopem. Takie rzeczy potrafie i na czysto odstawiac ale wtedy mialam naprawde powazne problemy osobiste i taniec z mopem na stole bylo ostatnia rzecza na jaka bym sie zdecydowala.

Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s