Kategorie
Religia Życie

Zły katolik

Ja, katolik. Coraz mniej to dla mnie znaczy. Jestem chrześcijaninem, znaczy dla mnie więcej. Urodziłem się katolikiem, aby to potwierdzić zostałem ochrzczony, otrzymałem pierwszą komunię, byłem bierzmowany. Jedynie nie miałem katolickiego ślubu, nie chciałem go zawierać, nie byłem pewien uczuć, i swoich, i czyichś, jak się okazywało słusznie. Może przed śmiercią ktoś mnie namaści, na drogę do drewnianej skrzyni, dwa metry pod ziemią, w nieznane, ciemność, w proch. Długi czas przekonywałem się, że jestem członkiem Kościoła. Powszechnego, etycznego, niezmiennie trwającego przy dogmatach dobra, wywiedzionych z pism, natchnionych przez Boga, zapamiętanych słów, wypowiedzianych przez Niego, zapisanych także dla mnie. Spowiadałem się, często nie otrzymywałem rozgrzeszenia. Miałem tego samego spowiednika, starego księdza Jezuitę, spotykaliśmy się na kawie w sali seminarium, zamiast w konfesjonale. Byłem bezradny wobec jego oczekiwań, wiedział o tym. Rozumiałem go, przyznać mu racji zazwyczaj nie mogłem. Miałem swoje. Mam je nadal.

W wieku lat piętnastu odkryłem antyczną filozofię. Pamiętam do dzisiaj lekcję historii, gdy nauczyciel, jedyny który wywarł na mnie wpływ, opowiadał o greckich mitach i religii starożytnych. Słuchałem go z zainteresowaniem, którego nie podzielali moi nowi koledzy i koleżanki. Po powrocie do domu, po raz pierwszy w życiu sięgnąłem po encyklopedię, aby się czegoś dowiedzieć, nie odrobić kolejne zadanie. Nie było wtedy jeszcze internetu. Następnego dnia poszedłem do szkolnej biblioteki. Pożyczyłem kilka książek, przeczytałem, oddałem. Byłem zafascynowany. Znalazłem bibliotekę przy ulicy Rajskiej. Jej czytelnia stała się miejscem, gdzie chodziłem na bardzo częste wagary, może za częste.

Nie zabrało mi zbyt wiele czasu, aby zorientować się, że moja wiara jest mieszanką jej poprzedniczek. Że nie zawiera w sobie niczego, czego nie było wcześniej. Im bliżej czasów współczesnych, wręcz ogranicza. Dobra nowina była może dobra, ale nie nowa. Byłem rozczarowanym młodym katolikiem. Dopiero podróżując zrozumiałem, że moje rozczarowanie było przedwczesne. Bez chrześcijaństwa z przemyconymi (jestem przekonany, że celowo i w pełni świadomie) ideami starożytności, nie potrafiłbym zrozumieć innych narodów. Po upadku Rzymu bylibyśmy tylko Słowianami, Gotami, Frankami, Madziarami, Wandalami, czy Bałtami. Chrześcijaństwo uczyniło z nas Europejczyków. Z Rzymem papieży, jesteśmy nimi do teraz.

Ze wszystkich szkół filozoficznych jedna stała mi się szczególnie bliska. Stoicyzm. Zawierał w sobie wszystko co znałem, ale szedł daleko dalej. Nie był krępujący. Mógł się stać naszym odpowiednikiem buddyzmu. Bez medytacji może, ale z przestrzenią dla głębokiego namysłu. Mógł się stać nawet pomostem łączącym nas z kulturami wschodu. Gdyby nie Stoicyzm, byłbym dzisiaj ateistą. Dzięki niemu mogę wybaczyć Kościołowi czasy jego wojen religijnych, teraz już bezkrwawych, bo nadal trwających. Bez niego nie było by Reformacji, prawdopodobnie Islamu. Nie spodziewam się idealnych duchownych, są równie niedoskonali jak wszyscy. Współczuję jego ofiarom i czekam na zadośćuczynienie. Chodzę do kościoła, uczestniczę w mszy na swój sposób. Uspokaja mnie i pozwala na oddech. Wiem, że dla wielu nie jestem przykładnym katolikiem, bo nie jestem. Pogodziłem się z tym i mimo że mam to w gdzieś, nie tłumaczę już dlaczego.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s