Kategorie
Toksycznym Życie

Mali dyktatorzy

Narzucanie swojej woli za wszelką cenę. Każdemu, wszędzie. Musisz się ze mną zgodzić, mam rację, tylko ja ją mam. Musisz ją poznać, polubić, zaakceptować, uznać za własną. Sprawię, że tak się stanie. Uszczęśliwię cię moją prawdą, przekonam. Udowodnię że się mylisz, użyję argumentów, nawet poniżę. Wymuszę. Wywołam poczucie winy. To dla twojego dobra.

Strategie każdego, kto naprawdę głęboko wierzy, że jego idea jest jedyna, prawdziwa, najważniejsza. Mocno denerwujące, jednak nie najgorsze z możliwych. Przebijają je manipulacje, propagandy i prania mózgu, które potrafią zmienić czyjeś opinie, nawet w taki sposób, że może się wydać, że dokonało się tego samodzielnie i z własnej woli. To już nie powinno denerwować, ale doprowadzać do prawdziwego, głębokiego, szczerego wkurwienia i protestu. Nie ma elementarnego szacunku do przekonywanych, ich zdania i niezależności. Jest pełna skala niedomówień, ograniczonych informacji lub ich zupełne wyłączenie i zastąpienie kłamstwem. Ludzie poddani takim technikom są tak skutecznie wprowadzeni w błąd, że próby nawiązania dialogu są skazane na niepowodzenie, nawet gorzej, mogą oznaczać agresję. Niebezpieczne, może się to ciągnąć przez całe ich życie, nawet być przekazane następnym pokoleniom.

Znam takich dyktatorów, znam także ich ofiary. Pierwsi odznaczają się zazwyczaj ponad przeciętną inteligencją, drudzy dużą wrażliwością (zaskoczenie, co? Ofiary powinni być przygłupami? Nic z tego, bywają dużo mądrzejsze). Do dyktatorów także nie dociera się łatwo. Uważają otoczenie za ograniczone, czują się lepsi, uprawnieni do narzucania swoich opinii, nawet jeżeli nie są do nich sami przekonani. Im są lepiej wykształceni tym bardziej bywają aroganccy, ale też mniej zmotywowani do wywierania nacisku. Powinniśmy brać każde słowo z ich ust za objawienie albo przyznać, że jego sensu lub znaczenia nie potrafimy pojąć. Wówczas w swojej wyrozumiałości nas oświecą. Ale tylko w bezpiecznym dla siebie zakresie. Ofiary (może niegrzecznie je tak nazywać?), powoli przekształcają się w wyznawców, wiernych, fanów i im podobnych. Są zauroczone, zachwycone, zlizują krynicę mądrości. Będą ich bronić zażarcie, nie widząc swojego fanatyzmu i rosnącej śmieszności.

Dawno temu, na szczęście, obserwując dyktatorów (kieszonkowych), postanowiłem wejść w ich buty. Okazało się, że nie jest to specjalnie trudne. Było jednak wyjątkowo nużące. Nieustanne upewnianie się, czy moje ofiary otrzymują właściwy zestaw informacji i czy są na bieżąco kontrolowane, po niedługim czasie mnie zniechęciło. Wycofałem się, co trwało dłużej niż ta nieuczciwa zabawa, widząc innych dyktatorów z radością przyjmujących nową masę pod swoje skrzydła, do dalszego przemiału.

Gra w dyktatora dużo mnie nauczyła. Od tamtego czasu, niełatwo już narzucić mi swoje zdanie. Mimo nadwrażliwości wiem, że bacznie obserwując pracę tyrana, mogę dostrzec każdy jego fałsz, przeciętność i brak pewności siebie, który stara się ukryć. Wystrzegam się ich do dzisiaj. Podobnie jak ich poddanych. Udaję, że niczego nie widzę. Nie zacząłem nikomu współczuć (bez przesady, to nie mój problem, kto jaką rolę wybierze). Nie ma powodu, dla większości ludzi taki jest porządek świata. Z mniejszością możemy sobie puszczać oko. Robimy to jednak bardzo dyskretnie. Nie głosujemy w wyborach, nie protestujemy politycznie. Siedzimy cicho, spokojnie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s