Kategorie
Polityka Religia Życie

Moje Sarajewo

1995 rok. Okropny. Prawie zima. Pojechałem z Czerwonym Krzyżem do Sarajewa. To był już drugi raz. W Bośni co kilka kilometrów kontrole, samozwańczych armii, umundurowanych band. Długi konwój stawał się coraz krótszy. Serbowie zabierali co chcieli, po trochę, celując do mnie z radzieckich karabinów. Mieli w oczach pijaną odwagę, śmierdzieli brudem i niestrawionym bimbrem, pociąganym z butelek, wystających im z kieszeni płaszczy. Wysocy i przystojni, chwiejący się. Upierdoleni mordercy. W pobliżu jeździły niebieskie pojazdy, opancerzone, z legionistami, z Francji. Ktoś się uśmiechnął, ktoś kiwnął głową. Nie wiedziałem kogo bardziej się bać.

Na ostatniej rogatce zabrali mi paszport. Zamienili na papier z pieczątką. Nigdy go nie odzyskałem. Stałem się zakładnikiem oblężonego miasta. Wróciłem gdy kończyła się wojna. Prawie wariat. Pobity i siny, bez zębów, ale cały, w bagażniku samochodu niedoszłej żony, z immunitetem dyplomatycznym i górą forsy, przez Mediolan i Rzym, do Polski, na Podgórze, nie na tarczy, ale z nią. Przez trzy miesiące zaliczyłem Reutera, Timesa, szpitale, obóz i front. Nauczyli mnie tam, czego nie chciałem. Strzelać i chlać, w zapomnieniu się rżnąć. Z trupem, kolejnego już dnia.

Napatrzyłem się na zło. Tam nie było niewinnych. Nie było co jeść, było co pić, ale nie wodę. Ludzie jakby w transie. Żyć, przeżyć, doczekać. Nie obchodziło to już nikogo. W wieczornym dzienniku jakiś news. Sarajewo zmęczyło Europę. Snajperzy polujący na starców przy studniach, traktory ciągnące przyczepy pełne uchodźców, gwałty, nawet na rozkaz, zabawa w strzelanie ze wzgórz, do autokarów pełnych kobiet i dzieci, ranni, zabici, zmarli, bo leków był zupełny już brak.

Nigdy tam nie pojadę. Stałem raz przy granicy ze Słowenią, w Austrii. W krainie, skąd wieki temu przybyli moi pra i pra, pradziadowie. Styria, mój pra dom. Stałem z cherlawym ex premierem, ex komisarzem ONZ, palacz był, jak ja. Wsiadasz? Nie. Nie mogę. Ten język. Nie pytaj. Wszystko opowiedziałem. Po co mi to?

I tak moje życie toczy się dalej. Modlę się jak katolik, muzułmanin i Pop.

18 odpowiedzi na “Moje Sarajewo”

Jest co. Nie każdy ma w sobie tyle odwagi i poświęcenia by pomagać innym, obcym przecież, tak daleko od domu w tak ciężkich warunkach. W Tobie zmieniło na gorsze, bo obciążyło traumatycznymi przeżyciami, ale dla tych którym tam pomogłeś zmieniło na lepsze i dało nadzieję, poczucie że nie są sami. Wojna jest straszna 😦 Zło niszczy czł. od wewnatrz, ciężko się samemu pozbierać..

Polubione przez 1 osoba

Pomaga się o ile jest potrzeba i chęć brania pomocy.. Co dajesz dostajesz. Nie można tylko dawać, brać też trzeba umieć. I wymagać. Nie chcę się wymądrzać, nie mam uprawnień 😉 Za małe życiowe dokopanie. Ale wiem, że każdy człowiek potrzebuje odrobiny uwagi i miłości drugiego człowieka. To, że coś w życiu Ci się pochrzaniło nie znaczy, że ma przekreślać resztę życia. To czy będzie „lepsza” zależy dużo od Ciebie i Twojego podejścia, sposobu patrzenia. Najtrudniej jest trafić na odpowiednią osobę, a pomyłki i błędy po drodze zniechęcają. Ale one są po coś. Nie daj się i nie gorzkniej, twardy bądź ! 🙂 Jesli będziesz „warczał” i mówił, że od Ciebie się ucieka, że nie ma happy endu to tak będzie. Wypowiedziane i napisane ma moc.. myśli przyciagają emocje.. lepiej myśleć pozytywnie (to akurat dziś piszę sobie 😉 hehe) Przepraszam za ten potok.. Chciałabym byś miał wiecej sensu w tym bezsensie. Dobrego wszystkiego

Polubione przez 1 osoba

Mnie nie brakowało miłości. I tej dawanej i otrzymywanej. Uwagi też. Nawet za dużo. Problemem jest to, nie tylko moim, że ta miłość się kończy z chwilą, gdy okazuje się, że jesteśmy odmienni od tych, za jakich nas brano lub jakimi nas oczekiwano. Więc nie kochano nas, ale cząstkę, nie całość. Nie kłamałem. Każdej osobie, którą kochałem, mówiłem o sobie prawdę. Prawda jednak jest zbyt trudna do przyjęcia. Po jakimś czasie, dłuższym lub krótszym, zostawała właśnie tylko część, którą ktoś kochał, nie ja cały. A to nie może zbyt długo trwać. Nie jestem zgorzkniały. Wręcz przeciwnie. Czy jestem twardy? Zapewne twardszy niż większość ludzi, których znam. Wiem, że ludzie, nawet ci, którym się wydaje, że zna mnie, nie zdaje sobie sprawy z tej twardości. Potrafię stwarzać pozory, nie muszę nikogo obarczać moim losem. Mam taki dar, czar? Fizyczność? Nie wiem. Poświęciłem temu całe dorosłe życie. Pół roku temu stwierdziłem, że już dość. Nie przewidziałem, że rozpocznę wszystko na nowo. Nie przy kimś, kto chyba zrozumiał kim jestem, ale całkiem sam. Zraniłem tą osobę i rozczarowałem. Zraniłem też innych. Niewybaczalnie. Jednak inni zrobili to samo mnie. Teraz jesteśmy kwita. Nie przewidziałem także, że dojdzie do załamania. Że się rozsypię. A potem samotnie, dosłownie tak, będę się stwarzał na nowo. Verba volant scripta manent, stąd ten blog, anonimowy. Wbrew czasom i przekonaniu, że każde gówno, dobrze opakowane, staje się produktem poszukiwanym. Raz powziętej decyzji nie zmieniłem, nawet za cenę spania na ulicy. To też nie trwało za długo. Potrafię sobie radzić. Poradziłem sobie w Sarajewie, piekle. Ktoś, kogo kocham, pokochałem, za kim tęsknię ogromnie, nie wie nic o tym co piszę, że o niej też piszę. Daje mi to możliwość wypowiedzi, której dotąd nie znałem. A jestem gadatliwy. Zepsułem wszystko, odpowiedzialnie, bo różnica, w tym wieku, była nie do przyjęcia, dla kilkorga przyjaciół, którym zaufałem, lecz nie dla niej. Nie są już przyjaciółmi. Są farsą. Z bezpiecznej pozycji oceniali co robię. Nie są szczęśliwi, pełni, sobą, ale wygodni. Kiedy wirus unieruchomił Europę, miałem trzy papierosy, pół bochenka chleba i mniej niż złotówkę w kieszeni. Musiałem wyprowadzić się z hostelu. Gówno to kogoś obchodziło. Nawet najbliższą rodzinę. Masz co chciałeś. Mimo chemii, drugiej już, po wielu latach, którą skończyłem w listopadzie. Dzisiejszej nocy piszę na nowym laptopie, spłaciłem prawie wszystkie długi, zapłaciłem rachunki, zarabiam trzy razy więcej niż w średnia w Polsce. Odrastają mi paznokcie u nóg, które straciłem w za małych butach. Nie na szczęśliwych zakończeń. Tylko że ja jestem ja. I dzięki temu zdarzają mi się rzeczy naprawdę wspaniałe. Też pozdrawiam. Nie daj sobie dokopać. A jak już, to niech to będzie trening. A. I pomoc. Pomagamy bezinteresownie. Inaczej to nie pomoc. To wymiana. Tylko interes.

Polubione przez 1 osoba

Za późno. Nie zatrzymasz lawiny, którą wywołałeś. Tak czy tak ślę pozytywne myśli w Twoją stronę. Miłego niedzielnego rolkowania (bo myślę, że się wybierzesz). Może i ja odkurzę swoje K2 i przy okazji nóg nie połamię ;D
dobrej

Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s