Kategorie
Psychika Życie

Nie ma przypadków

Zawsze pod prąd. Jak samospełniające się proroctwo. Nie ma przypadków. Miał mnie rozpieszczać świat. Nie zawsze, ale bardziej niż innych. W każdym razie mógł. Wczoraj był cudowny dzień. Nie poszedłem znowu do pracy. Nie mogłem. Pani z ZUSu załatwiła mi mityczny glejt. Leży na PUEce. Przesłałem dalej. Nie zgadzają się daty. Niech to. O tysiąc euro w tył. Trudno. W poniedziałek zacznę odrabiać tę stratę i nie tylko to.

Dostałem maila że Guardian wydrukuje mój artykuł. Poprawiałem go wiele razy. Będzie o PTSD. Rano budząc się czułem, że może wreszcie się odkochuję, byłoby dobrze, wyjazd robi swoje. Oddycham łatwiej. Nie zastygam. Jem. Zmieniłem zdjęcie na telefonie. Nie mogę na nią tak patrzeć. Teraz pojawia się coś, co malował Toulouse-Lautrec.

Poszedłem do sklepu, właściwie pojechałem. Rolkowałem ostrożnie, po rowerowej ścieżce. Bez muzyki. Wciąż boli mnie złamany nadgarstek i plecy. Zachciało mi się skoków, spadłem nad Wisłą z wysoka, na wznak. Wystraszyłem nocnego marka. Nie dojechałem. Po drodze stanąłem obok łąki. Tam źrebię i klacz. Podziwiam. Zapatrzyłem się. Podeszła dziewczyna. Zgrabna i prosta jak kij, z cyckami jak lubię, rozpychającymi lekko koszulę, w bryczesach i butach za milion złotych. Uśmiecha się, jak wszyscy tutaj. Uroczo. Ma ciemne oczy, okrągłą twarz. O kurwa ładna, myślę sobie. Coś mówi. Flamandzki. Nic nie rozumiem. Niemiecki, Francuski? Nic. Łamiemy angielski.

Jeździsz konno?

– Kiedyś tak, teraz nie.

– Widziałam cię kilka razy na rolkach. Nad rzeką. Jeżdżę tam na rowerze. Nie słyszysz dzwonka. To trudne?

– Nie. Po kilku dniach dasz sobie radzę.

– Jesteś z Polski?

– Tak. Skąd wiesz? Wmurowało mnie.

– To małe miasto. Nie byłam pewna, tylko ty się kłaniasz na ulicy, twoi koledzy nie. Zostawiłeś komputer w pubie. Nie wiesz jak płacić komórką i poszedłeś po pieniądze. Nie powinieneś niczego zostawiać na stole.

– To rzeczywiście małe miasto…

– Moja siostra tam obsługuje. Podobno jesteś uprzejmy. Byłam w Polsce na zawodach. Chcesz spróbować? Na oklep? To moje konie. Właściwie ojca.

– Bez siodła? Nie mam butów.

Nie mam za dużo czasu, ale poczekaj.

Przyniosła mi czyjeś adidasy. Założyłem je i podeszliśmy do koni. Poklepałem klacz, pozwoliłem się obwąchać. Źrebak też grzecznie pozwala się dotykać. Nie dam rady wsiąść. Za wysoko. Zrobiła z dłoni podpórkę, odbiłem się i hop. Siedzę. Rany boskie siedzę. Trzymam w ręce wodze. Lekko przyciskam łydkami i jadę. Powolutku. Ona idzie obok.

– Wyprostuj się!

– Ok. Staram się.

– No wyprostuj się. Biodra do tyłu. Nie bój się.

– Nie boję się. Ale prostuję garba.

– Lepiej. Dużo lepiej. Skręć w prawo. Nie ciągnij konia. Z wyczuciem. Dobrze. Teraz w lewo. Dobrze. Stój. Nie ciągnij. Delikatnie. Ruszaj. Nie ściskaj. Nie spadniesz. Dobrze…

Po pół godziny czuję jak kolana, tyłek, uda, szyja, cały staję się zmęczony. A ona dalej: wyprostuj się, nie zwisaj koniu nad głową, nie przechylaj się do tyłu. Nie przyspieszaj. Stopy na zewnątrz.

– Jak się nazywasz? Pytam i się przedstawiam w końcu.

– (…). Odpowiada.

Serce mi zamiera. Wykonuję dziwny ruch. Koń staje. Znowu? Jak ta? Ona? Zsiadam, raczej się zwalam. Oddaję wodze.

Co się stało? Dobrze sobie radzisz.

– To przez twoje imię. O nic nie pytaj.

– Na drugie mam Margaret. Zmarszczyła czoło.

– Wolę Margo.

– Jak chcesz. Muszę lecieć. Jeżeli chcesz, przyjdź w przyszłym tygodniu. Posprzątasz ze mną w stajni i możesz jeździć za darmo. Mamy jeszcze sześć innych koni. Kupię rolki. Ty mnie też czegoś nauczysz.

– Oczywiście, ale wieczorem. Po pracy.

– Świetnie. Jak się umyjesz. Byłeś ostatnio na stacji. W roboczym ubraniu.

– Dużo o mnie wiesz. Zaśmiałem się.

– Już ci mówiłam. Tu się wszyscy znają. Zapisz sobie mój numer. Powinieneś się ostrzyc. Do zobaczenia. Pogłaskała mnie. Zaskoczony, nie zdążyłem się odsunąć.

– Czym się zajmujesz? Zapytałem na odchodnym. Na pewno się czerwieniąc.

– Jestem scenografem, a właściewie aktorką. Chyba zasłabłem na moment. Znowu ona.

Wróciłem do domu. Inny. Oczyszczony. Na pewno zadzwonię. Ale będę ostrożny. Bardzo ostrożny.

7 odpowiedzi na “Nie ma przypadków”

Życie pod prąd? Oczywiście ciekawsze, chociaż nie łatwiejsze. Zapomnij o ułatwieniach, o podpowiedziach; każdy musi sam przeżyć życie, które zaprojektował i wybrał. We dwoje często łatwiej, warto wiedzieć.
Serdeczności zasyłam

Polubione przez 2 ludzi

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s