Kategorie
Psychika Życie

Żarcie

Nie marnuję żarcia. Odkąd, na przełomie marca i kwietnia, nie jadłem przez długie tygodnie, nigdy nie wyrzucę jedzenia. Nawet zjem mięso. Przed chwilą, mój imiennik pozbył się gara zupy fasolowej. Wielkiego brązowego, stalowego gara. Pomidory, przecier, kilogram kiełbasy, drugi wieprzowiny, paczka fasoli, przyprawy i warzywa. Byłem z nim w sklepie, widziałem co kupował. Byłem w kuchni, widziałem co gotuje. Poszło do kibla, nawet nie zaczęło śmierdzieć, znudził się. Zapytałem, czy nie chciał by tego zawekować. Nie, a po co? Za to codziennie, bez wahania, pozwala sobie na kanapki z drogiego sklepu, za kilka ładnych euro i napoje, które dziennie sięgają kwoty dwudziestu. Za dużo nam płacą? Do tego zgrzewki piwa i wódka, ewentualnie burbon, dwie butelki w weekend. Wczoraj pożyczyłem od niego samochód. Pojechałem kupić tytoń w okazyjnej cenie. Samson, dwa za jednego. Szukałem reklamówki, poprosił o olej, przy okazji. Znalazłem, wśród stosów puszek po Coli i Red Bulu. W środku gniły niezjedzone banany i jabłka. Nie żałuję mu. Niech zawsze będzie syty.

Nie mieć gdzie spać, to jedno. Człowiek czuje się jak szmata. Nie mieć co jeść, to drugie. Traci się godność. Być odrzuconym, to trzecie. Nie wiadomo gdzie się przynależy. Widzieć dno, to czwarte. Przetrwam lub upadnę, za wszelką cenę. Cztery kręgi upodlenia. Poznałem je. Nie zapominam.

Jest lipiec, była połowa czerwca. Jadę na zakupy. Był kwiecień. Odwiedzałem znajomych, gotowali obiad. Byłem głodny, ale odmówiłem posiłku. Odczuwany wstyd był wewnętrznie na poziomie wyboru, być sobą, czy być głodującym. Pożegnałem się grzecznie. Położyłem się w klatce obok. Bolały mnie flaki i dusza. Zerwałem się o piątej. Zanim ktoś mnie zobaczy. Poszedłem pod dom rodzinny, do którego zabroniono mi wchodzić. Minąłem dom, gdzie mieszkała moja miłość, na który nawet nie spojrzałem, wiedziałem że tam był, nie mogłem nawet zapukać. Kraków nie jest taki mały. Trzy złote na bilet? Mogło by być i pięćdziesiąt. Patrzyłem w okna. Bez żalu. Kiwałem się w przód i tył. Jak opuszczone dziecko. Dopóty nie zaszło słońce. Tę noc spędziłem w parku, tym w którym uczyłem się chodzić. Opowiedziałem o tym. Coś ty nawywijał? Nic. Powiedziałem co o nich myślę.

Przełamałem się, poszedłem prosić o pożyczki. Udało się. Uberowałem. Spałem zaparty nagami w obcej, zaparowanej Fabii. Woziłem jedzenie dla bezdomnych i biednych. Znowu zarabiałem. Mogłem córce kupić lody. Potem przyszedł wirus. Znowu się zjebało. Zjebało na dobre. Stres zrobił swoje. Ważyłem niewiele ponad 50 kilo, wzrost średni. Wyszczurzyła mi się twarz. Obwisła mi dupa. Podobno moje ciało stawało się miękkie. Teraz jest twarde jak żylasty stek. Dupa mi się wypełnia. Jedyna część mojego ciała, którą lubię. Moja mała dupka.

Zostałem na nowo przedsiębiorcą. Nie mogłem być nieubezpieczony. O wsparcie poprosiłem Państwo, ostatniego dnia. Nie wiem, czy powinienem. Czekam, Wciąż zalegam, ale spłacam.

Nauczyłem się jeść. Tylko tyle ile potrzebuję. Nauczyłem się dzielić. Tylko tym co mam. Nie kupię już naręczy róż, za ostatnie pieniądze, bo zachciało mi się kochać. Oddam je na pomoc. Nauczyłem się brać. Tylko tyle ile mi się należy. Nie marnuję nic. Niczego nie wymagam. Niczego się nie spodziewam. Niech tak pozostanie.

3 odpowiedzi na “Żarcie”

Jak widać, sposobów na życie jest sporo, a znam takich, dla których jedzenie jest celem życia. Bez refleksji, czy marnują żywność, czy nie.
Serdeczności zasyłam

Polubione przez 2 ludzi

nie zazdroszczę przeżyć, współczuję, że musiałeś przez to wszystko przejść.. „cztery kręgi upodlenia” 😦 Nigdy nie byłam w takiej sytuacji, ale mój przyjaciel był, w podobnej był, z własnego wyboru był. Świadkował na naszym ślubie. Koluniu nie chciał żyć inaczej i nie dał sobie pomóc. Zawsze był luzak i miał wyje*ane na wszystko. Tylko z nim tak dobrze się balowało i piło. Inny świat. My się „poukładaliśmy”, on.. systematycznie i każdą decyzją staczał w dół. To był jego sposób na „wolność” i niezależność. A teraz Go już nie ma. Zawinął się szybko w najbardziej upokarzający sposób.. Zamarzł jak menel za schroniskiem.. Było to w październiku, akurat wyskoczył pierwszy mróz. Pukał, nie wpuścili go, bo był lekko zawiany, a dopiero za kilka dni zaczynał się „okres ochronny dla bezdomnych”. Tego dnia wstałam jak nigdy przed świtem i pojechałam rowerem w pole. Miałam stary aparat, palce sztywniały, prawie je odmroziłam. Zrobiłam mnóstwo zdjęć. Byłam zachwycona przyrodą, zmrożonym światem, tajemniczą „mgłą” nad polem.. Zdjęcia wyszły wyjątkowo. Dopiero później okazało się, że fotografuję „kata” mojego przyjaciela.. Bardzo mi Go brakuje. Nie wiem, gdzie zrobiliśmy błąd. Bo jeszcze mógł długo być z nami, obok nas.. nie wiem. 😦 On nie nie wyszedł z „czterech kręgów”,On nie odbił się od dna. Jego już nie ma.

..Twoje doświadczenia uszlachetniły Ci duszę.. Dobrze, że odbiłeś się od dna i/bo zahartowałeś się. Poznałeś życie „od dupy” 😉 strony i teraz inaczej na to wszystko patrzysz. Pewnie trzeźwiej i rozsądniej niż większość z nas.. tych pełnych teorii i sposobów na poukładane dobre życie.. Ty potrafisz docenić każdą kromkę chleba, cenisz każdą złotówkę.. Znasz wartość życia..
Parę razy podchodziłam, by Ci odpisać na poprzedni post (ten który mnie zmiótł szczerością), i ten kolejny.. To nie ma sensu, cokolwiek powiem. Nie mi się wymądrzać. Wiedz tylko, że trzymam kciuki, by Ci się życie ułożyło tak jak tego pragniesz, byś miał odwagę marzyć i spełniać marzenia, bo jak najbardziej zasługujesz i możesz być szczęśliwy. Ty nie przegrałeś życia, tak jak mój Przyjaciel. Dopóki jesteś możesz WSZYSTKO. To Ty ustalasz cel i do niego szukasz dróg, by spełnić. Życie masz jedno, co z nim zrobisz dalej i jak.. zależy od Ciebie..

PS. Mam nadzieję, że Twoja miłość zna Twoje uczucia i wie wszystko o Tobie, że z Nią szczerze ROZMAWIAŁEŚ, że dałeś jej szansę wyboru i „usunięcie się z drogi” to nie tylko Twój wybór..
Wszystkiego dobrego Ci życzę.

Polubienie

Bardzo mi przykro. Szkoda twojego przyjaciela. Chyba go rozumiem. Chyba, bo wyjebanie, nie powinno kończyć się śmiercią. Może. Szanuję jedzenie, pieniądze mniej. Ale się uczę. Myślę, że mogłem sobie podarować większość doświadczeń. Jest ale, jedno. Jestem katolikiem, ale Buddyzm wywarł na mnie wrażenie, którego nic nie zaciera. To konieczność przeżycia, aby móc wiedzieć o czym się mówi, co się czuje. Katolicyzm ma coś podobnego. Stany. Od chrztu, do namaszczenia. Ale to część życia, nie wybór. Dlatego jestem blisko twojego przyjaciela, którego nie ma, nie dlatego, że tak wybrał, ale dlatego, że możemy mówić w tym samym języku, ale nie musimy rozumieć się wcale. Mnie los doświadcza na moje własne życzenie. Najpierw się otwieram, łudząc się, że zostanę zrozumiany, potem pozostaje otwarcie, zrozumienia nie znajduję. Co zaś tyczy się mojej Miłości. Straszę ludzi. Szczerością. Nie tą okrutną, by komuś zrobić krzywdę. Taką, która wychodzi poza sferę czyjegoś dobrostanu. Szukamy porozumienia, ja je daję, ale nie znaczy to, że muszę akceptować. Wiedząc to, w chwili gdy upadałem na pysk, ledwie wiedząc co się dzieje, pozostał mi plan. Pozbyć się jej. Nie że chciałem, uznałem, bo usłuchałem, że muszę. Kilka słów, w kilka sekund uczyniło mnie, z człowieka szczęśliwego, i potencjalnie i rzeczywiście, nieszczęśliwym. Ktoś napisał komentarz. Znajdź inną. Przejdzie ci (takie znaczenie). Ja tych innych już miałem wystarczająco. Wybierano mnie, nie ja. Ona też wybrała. Słusznie. Ma się kierować własnym dobrem. Jeżeli jej i moje, nie idzie w parze, nie mogę mieć żalu. Co nie zmienia faktu, że kocham ją i dla niej znalazłem się na mrozie, śpiąc na ławkach, a mogłem się ugiąć. Zostawiłem partnerkę, która nie rozumie mnie nawet elementarnie, lecz i córkę. Wierzę, że nie chciała by się dowiedzieć, że zostałem dla niej. Zarzuciła by mi brak wolności. A ja chcę wolności dla niej.
Nie jestem idiotą. Raczej odwrotnie. Pytanie, jak twojego przyjaciela jest proste. Czy muszę być jak inni? Gdy to zrobię, będę żył nie swoim życiem. Zarobię, mogę nawet nie martwić się niczym.
Jestem zdolny, mogę być przebiegły. Interesy i kasa to nie nie jest hokus pokus. Ale co potem? Udawanie, topione w coraz droższych alkoholach? Jabol równie jest skuteczny jak stu letni koniak. Napić się, nic nie mając, napić się, mając wszystko. Co to za różnica?
Gdzieś w głębi serca czuję, że postąpiłem słusznie. Kocham i kocham naprawdę. Z jedyną kobietą, młodą, ale nie za młodą, byłem prawdziwy. Nie pójdę się pieprzyć, bo mi to pomoże. Wiem jak to działa, podobnie jak wóda i narkotyki. Tylko co potem? Mam trwać w tym stanie, byle by sobie nie przypomnieć, dlaczego to się zaczęło i trwa? Wolę się męczyć z tym do końca życia.

Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s