Kategorie
Toksycznym Życie

Budowa

Na mojej budowie jestem Fidiaszem. Młotem pneumatycznym szkicuję pęknięcia idealnie proporcjonalnych brył. Odlanych w betonie. Pomaga mi Hefajstos. Dyskretnie nadaje tempo mojej pracy. Pocę się, gdy krytykuje. Poci się on, gdy patrzę mu w oczy. Nawet bogowie boją się szczerości, są ludzko ułomni. Na mojej budowie jestem Kalipso. Grubym ołówkiem planuję drogę przez światło, pięknym i bogatym, po zmierzchu. Na mojej budowie jestem jak Orion, syn Posejdona. W miniaturze. Łowię myśli majstrów, gładkim ruchem szpachlując wykucia, którędy popłynie moc iskier i źródlana woda. Na mojej budowie mówimy w każdym języku, ale nie tych, do których należy to miasto. Niewolnicy z wyboru, wynajęci. Trwonię tu czas, za karę, przeklinając Heraklesowe wyzwania, prosząc o opiekę. Ale nie zostanę tu i tak, wiecznie. Gdybym został, został bym inaczej.

Codziennie wybieram się w daleką podróż. Odwiedzam wyobraźnią miejsca i epoki. Dzisiaj byłem w Ellàdzie. Mocowałem się z Hydrą, o Helenę, prawie trojańską. Nie moją, nie teraz, kiedyś, nie już. Wzrokiem unikałem Meduzy, bezczelnie pięknej pani architekt. Heroiny dla mas budowlanych. Szukałem Złotego Runa z Argonautami, cążek zwanych, nikt nie wie dlaczego, obcinaczkami. Dla zabawy nadaję imiona przedmiotom i ludziom. Czas szybciej leci. Mniej mnie irytują.

Przypominam sobie wiersze, cicho je deklamując, interpretuję na dziwaczne sposoby. Rilke, Leśmian, Staf, Mickiewicz, Norwid, Byron, Goethe, Baczyński, mam w kim wybierać. Nawet Świetlicki, choć nie znoszę typa. Mieszkaliśmy kiedyś, dom w dom. Głupi był chuj. I pewnie jest. I ja nie lepszy. Śpiewam piosenki. Kolęduję. Udaję gwarę. Janiczkuję wysokim głosem. Stojąc u szczytu wykańczanej budowli, po wspinaczce z powrotem, po gips, patrzę na statki płynące kanałem Alberta. Jak przed The Globe, nad Tamizą i znowu międlę, najlepszym angielskim na jaki mnie stać. Jestem Księciem Albany, trzecią noc z rzędu.

Masoni przyzwyczajają się do mnie. Pomaga im widok zapylonych, roboczych łachów. To na pokaz. Wystarczy inaczej ciąć. W górę, nie w dół. W prawo, nie wszerz. Dla nich cały bywam w bieli. Wiarygodny. Osadza mi się na worach pod oczami, kaskadą chmur. Wiedzą, że w razie potrzeby, przetłumaczę ich kłopoty. Być lub nie, byle by nie spierdolić niczego, byleby jebać, euro po euro. Nie mogą być gorsi, niż sąsiad, szwagier lub brat. Bezdumni zasrańcy. Odwaga zrównana proporcji wódki do krwi, wdychanych prochów, na trzeźwo Mali. Żebrzący szereg Cerberów. Niekąsających. Uczą się, kto górą, kto nikt. Idź, przynieś, zrób, siadaj i wstań. Uszy po sobie. A ja jestem, jak skromny. O niebiosa. Gdyby mnie znali. Skromność to wszystko, tylko nie ja. Unikając jej żyję, nie trwam. Ale pomagam szczerze. Strategos. Wyszukałem kto i zacz. Punkt decyzji, pomocnicy, hierarchia i wstąp. Tak. Po kroku krok. Nie. Przymilają się, zanim rozdam, nie moje karty. Gdy to to zrobię, pójdą za mną po grób. Głupcy, mój grób jest płytszy. Więksi niż ja upadali, w nieznanych miejscach. Z rusztowań chaosu.

5 odpowiedzi na “Budowa”

cokolwiek robisz, rób najlepiej jak potrafisz..
Czasem jak to co robię nie spełnia moich oczekiwań i ambicji [bo mogłabym robić coś „bardziejszego” ;)] to motto pozwala mi przetrwać i.. trwać w tym „zawieszeniu” aż do następnej lepszej okazji.. odrobina satysfakcji z bycia tu gdzie jestem i jak jestem i..kim jestem

[hehe, ale mi się napisało. Może dam na post ;P ]

PS. I znowu sięgamy do „korzeni”, do mitologii? Fajnie piszesz.

Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s