Kategorie
Psychika Uczucia Życie

Margo

Miło było i niezręcznie. Amazonka Margo, Małgorzata, drugiego imienia, jak ją nazywam, nawet się o to nie złości, ale ujmuje, bo to pieszczące podobno zdrobnienie, zaprosiła mnie do deSingel. Tam gra i scenografuje. Przyjechała po mnie do pracy. Nie miałem ubrania na zmianę, wymyłem tylko twarz i ręce, przeczesałem dłońmi włosy. Wyszedłem prosto z budowy. Popatrzyła na mnie zwątpiona. Cóż, umówiliśmy się dopiero na jutro. To nie moja niespodzianka. Który to twój samochód? Ten. Pożyczony. Wywróciła oczami. Moim nie pojedziesz. Chyba coś zaklęła pod nosem, przeszła na drugą stronę ulicy, kupiła kilka gazet. Rozłożyła na siedzeniu, wsiadła i czeka. Wsiadłem i ja. Grzmotnąłem drzwiami, inaczej się nie zamykają i siedzę. Dokąd? Podała mi adres. To może na Krupniczą? Jaką? To w Krakowie, nie znam Antwerpii. Dobra poprowadzę. Wysiedliśmy. Przełożyła gazety, też walnęła drzwiami. Czemu nie działa stacyjka? Jest popsuta. Pokręć kilka razy. Rusza. Uważaj, nie ma piątego biegu. Zatrzymała się. Nie, ty prowadź, pokażę ci drogę. Powtórzyliśmy rytuał. Gazety, jebnięcie, kluczyk, zgrzyt.

W drodze milczymy. Tylko w lewo, prawo, na wprost. Pod teatrem Margo pyta, czy zrobiłem to specjalnie? Co? To jak wyglądam. Nie. Nie szata zdobi człowieka. Trudno to przetłumaczyć. Nie wysilam się. Odwieźć cię? Pojebana myślę, odwiozę. Wolę wypocząć. Od rana napierdalają mnie wrzody. Belgijskie leki nie działają, czekam na prawdziwe z Polski. Łaskę mi robisz? Zaraz odjadę. Ale spokój. Nie rób gówna. Nie bądź gnojem.

Teatr świetny. Zamknięty tymczasowo. Wirus. Mogę go zwiedzić, uważając, aby o nic się nie otrzeć. Ma talent. Scenografia ugina kolana. Będziesz grać? Tak. Wchodzi na scenę. Bajka. Nie znam francuskiego, ale czuję uśmiech na twarzy. Śpiewa. Jest dobra. Jest wspaniała. Wygugluję ją.

Zostaniesz u mnie? Mam trochę ubrań brata. Brata? Nie, byłego. Będą pasowały. Mogłam skłamać. Skłamałaś, miały być brata. Czuję jak mi knebel ze stóp, sztormem leci do gardła. Duszę się. Skręcam papierosa. Zaciągam się głęboko. Nie bądź świrem. Przeszło. Jestem spokojny. Odwracam się. Podchodzi do mnie. Jezu. Chce pocałować. Odsuwam się gwałtownie. Nie chce cię pierdolić, mówię po polsku. Odejdź, ja kogoś kocham. Jest jej przykro, łamie się jej uśmiech i ramiona.

Wracamy. Znowu milcząco. Nienawidzę ciszy. Cisza to rak. To miało być na jedną noc? Nie. Lubię Cię. Tym gorzej. Często tak robisz? Nigdy. Jeszcze gorzej. Nie znasz mnie. Po co ci to? Bo jesteś inny. Chcę cię. Wiem. Nie jesteś pierwsza, która to mówi. To żadna atrakcja. To tylko niewiadoma. Wydaje ci się. Wysiada. Spotkamy się jeszcze? Nie wiem. Na rolkach? Kupiłam K2. Tak K2. Pa. To pa. Nie sądzę. Nie spotkamy się tak już.

W odpowiedzi na “Margo”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s