Kategorie
Toksyczny Życie

Róża i pięść

Od paru godzin w domu, nie moim. Myję, gotuję, sprzątam. Jak w innym. Jak i ten. W tamtym sprzątałem dla idei, w tym tylko dla siebie. Są tu inni. Robią też i tak. W zasadzie, nie miałem domu. Był rodzinny, został mi odebrany, czy też ja sobie go zabrałem? Były wynajmowane. Mógłbym za to kupić pański dwór. Był odziedziczony i jeden kupiony, w których nigdy nie mieszkałem. Sprzedałem. Choroba jest kosztowna. Palenie, wódka i inny dym. Był też mityczny. Który oddałem. Mogłem na niego zarabiać, właśnie teraz, w minutach dokładnie tych.

Słucham Pearl Jam. Dotykam bólu. Kolczykowanie, to ostanie, wolno się goi. A chce mi go się więcej. Trudno jest spać. Na czole nie jest wygodnie. Mam kanapę dla siebie i śpiwór. Nie obchodzi mnie, czy coś mi to odbierze, czy będzie nie tak. Już było tak chyba. Było chybianie. Teraz przynajmniej uczciwiej. Będzie.

Na epickiej budowie, coraz jestem starszy. Nie poznaję się w lustrze. Kiedy zdejmuję kask, chełm, wyglądam jak szalony. Kiedy się garbię, wyglądam jak świerszcz. Rozmawiam z sobą. Troszkę może wariuję. Odpływam w siebie. Mam jeszcze czas. Znowu mnie lubią. Zapoceni, gbury. Nie, to dobrzy są ludzie. Wiemy o tym. Ja i ich brutalne, jak się masz, mój friend? A mogli by mnie zatłuc, jak wściekłego. Ciarki. To jest więzienie. W oddzielnym sensie. Rymowalnym.

Dzisiaj rano skończyłem scenariusz. Zabił dzwon dla mnie, w Dilsen-Stokkem. W tej dziurze. Od tylu dni nie śpię, w zasadzie w ogóle. Dziesięć godzin pracy. Trzy dojazdu. Dwie dla zmęczenia, reszta na cel, który coraz mniej rozumiem. Pod koniec, kilku wciąż dni, prawie wieczorów, padłem w brudzie, na moment. W butach, z cementowymi wieńcami. Oddałem hołd. Tadeuszu, dziadku mój. Za Gestapo, krótkie życie, wspólny, nasz stres. Pojadę do Krakowa. Zapalę Ci świeczkę. Czternastego w piątek. W czwartek, samochód poprowadzimy na zmianę. Gdzie się zatrzymam? Gdziekolwiek. Nie ma już otwartych ramion, znajomych miejsc. Za opłatą, znajdą się jakiekolwiek. Zobaczę córkę. To ważniejsze, niż gdzie i jak. Ominę łukowo Kazimierz. Och, och, miłość. Śmieję się z tego, muszę i już. Pójdę nad Wisłę. Kupię kilka piw i o tym nawet napiszę. Nie wiem po co? Kłamię. Dla siebie to zrobię. Kupię sobie, z kolcami, białą różę. I włożę ją, w zaciśniętą pięść.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s