Kategorie
Psychika Toksyczny Życie

Się pożegnać

Przyjdzie nam się pożegnać. Może na dzień. Kto wie, na zawsze. Pisanie się takie, kończy. Ni to poezja, nie proza, z pewnością to nie był list. Do Ciebie. Powoli już zamykam karty tej bajki. Nie, że chcę. Zmusiłaś mnie, nic nie rozumiejąc. Ostrzegłem Cię. Mój stres. Nierozwiązywalnie pourazowy. Dopadł mnie. W najbardziej nieodpowiednim czasie. W tamtą ciemność przyszedłem. Po złym filmie. Powiedziałem, zapłakałem. Wypiłem. Chciałem. Musiałem. Niewybaczalnie. Prawdziwie.

Pisałem o Ciotce. Jest bardziej toksyczna, niż kiedykolwiek będę. Rozerwała by Cię na strępy, twoich i moich usiłowań, bycia jak ona i to na pokaz, aj. Tylko ja z nią się spotykam. Jak mnie rodzina ją wyklęła, bo naszych słów nie chce nikt. Tylko, że ona jest Panią Ruską, a ja nikt. Przeżyła Syberię i Wołyń. Czeka na męża, a wie, że zaginął pod Monte Cassino. Dzielą nas pokolenia, a jakby nawet nie pół. Kiedyś powiedziała mojej, kiedyś najbliższej, że woli zjeść ze stołu kurz, niż usiąść z nią do niego, a trzymała ją do chrztu. Tylko ona tak mówi, jak ja. Dobrze, choć źle. Nie zjem i ja, nie pogodzę się. Nie. Ciotkowy wózek drewniany i jej laska, z głową żyda, jako gałka. Skandale, sensowny rasizm i wyższość, romanse i dystans. W każdym geście Dama. Ale uwolniona, rozsypujący się, cudowny potwór.

Powrócę. Nie powrócę. Nie jesteś piękna, ale za młoda. To nigdy nie był powód. Masz czar i ja go mam. Jesteś zwyczajna. Jak ja i każdy, po drodze spotkany liść. Nie zrobiłem ja tobie nic, nawet słowami, gdyś się prosiła, koło ciał, ciało i natrętność. Nie moja byłaś. Swoja. Tak i ja. I tak ma być.

Od poniedziałku mam gimnastyczną prawie pracę, ciągnąłem kabel grubszy niż moje przedramię. Przez kilka pięter. Okazało się, że żadni z nas robotnicy. Politolog, geodeta, ekonomista, prawnik, zoolog i były mnich, wyświęcony, uciekinier jak ja, ale z klasztoru. Tylko ja chcę taki pozostać. Tylko mnie to nie przeszkadza. Im tak. Wiem, że zaczynam ponownie. I zrobię, to co chcę.

Śniło mi się, że zginąłem. Przygniótł mnie wielki ciężar. Chciałem uciekać. Była jakaś światłość. Usłyszałem. To tak jest i zerwałem się na równe nogi. Nie powolnie, wyrywając się, mozolnie, z koszmaru. Lekko, jakbym przeżył, błyszczący.

Za tydzień urlop. Nie spotkam córki. Wakacje. Nie spotkam Onej. Będę unikał ulic i miejsc. Będzie dentysta, fryzjer, zbadam żołądek, kilku pozostałych spotkam, czas na nic, poprawię ten blog. Te literówki i niezgrabność mnie osłabia. Stanę pod domem rodzinnym, wzruszę się i ramionami, spacerem powolnym dojdę do siebie. Tam otworzę garaż, z do siebie został on. Zabiorę kilka książek. Wejdę na kopiec. Porozglądam się, jak daleko mogę, zobaczę Tatry. Pożyczę samochód, zbiorę grzybów kosze, za Kasiną. Krzyknę: wypierdalaj mi z serca i nie chcę Cię znać. Kochałem. Raz. Ciebie. I lubię, nienawidzę i cieszę się. Odkocham się? Jezu, w Miłosierdziu! Daj mi to!

11 odpowiedzi na “Się pożegnać”

Nie. Jest spełniona. Nie musi się starać. Nie robi tego, odkąd ją znam. Nic nie posiada, bo oddaje wszystko . Jest bardzo stara. Dziwię się, że wciąż żyje. Ona jest jedną z ostatnich Polek. jest twarda jak orzech w zimie, miękka jak w lecie. Jest piękna. Ale nie da sobie w kaszę dmuchać.

Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s