Kategorie
Toksyczny Toksycznym Życie

Kable. Na, Nie

Kolejny dzień poświęcony Elektrze-tyce minął bez wypadku. Pomaga mi jak bratu. Orestes miałby wielkie oczy, dowiadując się, że jego siostra ma innego, wciąż żyjącego, nie tylko jego. Nawet wielu więcej, Elektryków. Nasza. Patronka. Ale na Rany, nie byłego Prezydenta, którego od zawsze nie mogę znieść. Tego komunisty, z Matką w klapie marynarki, z drugiej ręki i bełkotem, nie śmiesznym i pajacującym. Z nim nigdy nie napiłbym się niczego, nawet Kryniczanki. Pomścimy. Wszyscy. Jej i mojej stratę. Tylko mi się ręka wkręciła, rękawicznie w wiertarki wiertło. Ał. Ał. Ał.

Pracuje ze mną chorąży. Starszy. Sztabowy. Zapamiętałem jak ma na imię, bo na drugie, mam takie właśnie samo. Tak wołano mojego ojca. Wbrew temu jak miał. Imion nowopoznanych, nigdy nie pamiętam. To ten kolega, który staro wygląda. Fajny jest. Piątka dzieci, ogarnięty chłop. Tylko robota w rękach mu się nie pali. Ma jakieś zmęczenie w ruchu i chęci. A ja nie mam na tyle energii, by się nią, z chorążym podzielić. Starszym sztabowym. Sztabowym. Z gwiazdkami. A jak. Gwiazdkowym.

Mój imienny Gieroj zawiózł mnie do studia tatuażu. Tym razem znowu piercing. Mostek i tunele. Boli jak jasny chuj. Bridge nie, uszy tak. Pompują. To dobrze. Mogłem to mieć, od wielu lat. Wstrzymując się, niczego nie zyskałem. Tylko głupi strach. Zapytałem Gieroja. Jak? Wiedziałem co odpowie. Ile zapłaciłeś? Było warto? O tak. Jak gdybym na to czekał. Możesz wyjąć. Nie o to chodzi. Ale mu się to podoba. Że ja taki i nie taki sam. W tym studiu ludzie przemili, muzyka jaką słucham i staranie się, o moje różnej wielkości uszy. Jesteśmy artystami. Patrząc na nich, wiem. Tunel w górę, tunel w dół. Moja twarz stałe się bardziej proporcjonalna. Widzę to.

Mamy bilety do Polski. Z Charleroi do Warszawy i powrót. Nigdy nie byłem na tych lotniskach. Mały bagaż i kilka dni. Trzy tygodnie. Tym razem spotkam się z córką i nie ominę żadnej ulicy. Kraków jest mój. Londyn jest mój. Czas na Brukselę. Politolog, nie pijany, słuchający i czytający. Rzadko rozmawiający. O polityce. Katolik i nie kaznodzieja. I piszący. Bzdurki i poważną treść.

Nie muszę mówić. Gdybym jeszcze raz. Mógł przeżyć moje życie. To zrobiłbym to inaczej? Nie. Zrobiłbym to intensywniej. Do ściany. Do rozbicia. I od o niej i odbicia. Od poziomu, grawitacji, do gwiazd. Nie gwiazdek. Starszego. Chorążego. Dziada. I tak żyję. Niech on żyje jak chce. Jutro kable. I może ktoś mi wreszcie powie, że Tej się udało. Do czego ma Serce i Talent. Bo nie chcę się znowu wpierdalać. Na, Nie!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s