Kategorie
Uczucia Życie

Ruina

No i staje się. Ginie mi gdzieś uczucie gwałtownie. Coraz rzadziej, gdy o Niej myślę, wiruje mi w głowie i w bezdechu słabnie serce, wyrywając się i krzycząc; zrób coś, nawet wbrew sobie, ale nie pozwól mi się tak męczyć, w spragnieni. Głodzisz mnie! No zrób. Jest piękna dziewczyna, dwie ulice dalej, czekająca jeszcze. Jest tyle innych! Głowa nie staje się nagle pustkowiem, z oazą jedyną, monopolowego stoiska i momentem zapomnienia. Do następnego, zawirowania, gdy ziemia wyrywie się spod nóg. Na trzeźwo. Jak choroba. Koszmar, majak. Żal mi tego. Starczyło by na wieczność, wyczerpuje się banalnie. Spokojniej. Nie mniej gorączkowo, ale zmysłów już nie tracę tak często.

Pojawia się jakaś pustka. Której dotąd nigdy nie doznałem. Ciężkawa i smutna. I ona zniknie. Za dobrze znam siebie. Obrzydzę sobie Tą, jak Inne. Dotąd nawet myślą jej nie obraziłem. Nie ma za co. Ale skurwysyn we mnie się budzi. Znajdę jakiś powód, jakieś niedostatki. I pójdzie. Odejdzie w szereg, rzadko wspominanych. Szkoda. Wiem, że to była miłość niepokorna, uzależniająca i mocna. I rozumiejąca. Dużo. Za dużo. Strachu. Tak jak powinno się kochać. Tylko raz. Było warto. Dlatego się męczę. Bez końca, bez początku. A byłem pewny, że to już wcześniej się stało.

Stałem dzisiaj przed domem w Mass Mechelen, małym miasteczku, niedalekim. Ruina. Kiedyś piękny. Umarły. Jak widmo, a był środek dnia. To ten ze zdjęcia. Przypomniałem sobie rodzinę, której ja nie chcę, równie jak oni mnie i naszą ruinę. Którą ciągnąłem jak kulę przy nodze, w każdej prawie minucie. Dotąd. Niedostosowanie, tylko udawanie, niech nikt się nie dowie. Jacy jesteśmy, jaki ja. Mam ochotę zostać tu na zawsze. Tęsknię, ale tyle lat przeżyłem poza Polską, że nawet nie wiem. Gdzie jest moje miejsce? Tylko tam, gdzie jestem. Tym razem uciekłem. Powracam kryjąc się, śpieszniej uciekam ponownie. Niedługo znowu przyjadę. Będę rozglądał się uważnie. Po to by zejść z oczu, prawie każdej znajomej twarzy. Czy Bóg może wie, czy jestem wciąż normalny? Czy wariatem się stałem, zwyczajnym? Pytam, bo nie wiem, czy Bóg mi to powie? Nie odpowie.

Ten dom, upadły, próchniejący, jest jak ja. Ja gnijący jak on, stojąc wciąż, lekko przekrzywiony i nie zawalę się, będąc tego świadom. Mnie nie będzie, a pozostawię krzywdy, żale i kolejne pokolenie, które pragnąłem uczynić odwrotnym. Moją nadzieją jest tylko jedno. Że zapamiętają mnie nie poddającym, przekornie, bo nie podoba mi się ten świat. Gdzie wewnętrznie eksploduję, nie tylko uczuciem miłosnym. Raczej świadomie. Ze niesprawiedliwi są pewni, że żyją godnie. Upadli, nigdy nie powstali, że to ich wina, sprawiedliwa. Niewinni są.

Przejebany rok. Zbliża się łaskawie, do pierdolonego końca. Rok kłamstw, propagandy wirusa, robienia z Nas głupców, nieodpowiedzialnych, niedojrzałych, nie dość solidarnych. Ja sobie go przejebałem osobiście. Nie pierwszy. Innym przejebano go wbrew ich woli. Czy kogoś obchodzi ile dzieci umiera każdego dnia z głodu? Ilu ludzi? Czy kogoś to interesuje ile talentów, prawdopodobnych, ginie, nawet nie splunąć? Czy kogoś interesują matki rodzące, zaraz umarłe dzieci. Czy kogoś interesują dzieci, patrzące na umierające matki, gdy powinny o nie dbać?

Zrujnowany dom, gdzie pleśń wadzi się z robactwem, kto jest jego panem i ostatecznie przeniosą się dalej.

2 odpowiedzi na “Ruina”

duzo duzo duzo duzo mysli… podkreslasz je przeklenstwami 🙂 brak Ci slow ? ;))))))

To strasznie smutne uczucie gdy nagle cos waznego znika, kurczy sie , chce sie to uchwycic ale nie mozna … jeszcze przed chwila wazne, doprowadzajace do szalenstwa, a teraz panika bo cos sie przegapilo, zepsulo , albo moze nie bylo realne. bylo zyczeniem , tesknota… nie dalo rady codziennosci, slabosciom, przeliczylismy sie …jestesmy nie do konca wspaniali….

Pustka… tak ona potrafii byc zjadliwa…tu moze nawet wypadaloby przeklnac :))))))

Tez nie wiem gdzie moj dom… emigracja robi w glowie zamet i zaczynasz rozumiec , ze dom jest w tobie…a inni Maja prawo byc zli, tacy i owacy…to my musimy byc ok. wtedy bedzie lepiej…gdy przestaniemy pokazywac…

tak. iluzja. czarodzieje Maja nas w rekach,

Polubione przez 1 osoba

Brak mi słów. Przekleństwa także są słowami. Nie gorszymi od innych.
Emigracja to za duże słowo. Po prostu zamieszkanie w innym kraju na bardzo długi czas. Bardziej wewnętrzna. Poza moim narodem, z którym się nie indentyfikuję, choć nigdy tego nie kryję, gdzie się urodziłem i dorastałem. No może nie w Niemczech. Tam nigdy nie mówię po polsku. Wpierdala mnie niemieckie przypatrywanie się i uwagi. To jesteś z Polski? Nie zachowujesz się i nie wyglądasz. Na końcu języka mam zawsze, a ty tak. Zresztą przyzwyczaiłem się, że nie jestem dla nikogo typowy. Obiektywnie się poznałem. To chyba wychowanie przez nowoczesnych dziadków. Dorastali tuż przed II WŚ. Mieli całą tradycję i niesłychaną zdolność do rozumienia zmian. Nawet komunizm nie wywarł na nich wrażenia. Wojna tak, ale byli niezłomni w nowoczesności Polaka.
Tutaj chodzi o język i kulturę. W domu nie wolno mi było przeklinać. Klnąć tak. Polacy stali się narodem chamów. Narodem banału. Za wszelką cenę równi, w dół.
A uczucia i pustka? Nie przestaję kochać Tej. Ta, staje się coraz bardziej mniej człowiekiem, coraz bardziej ideą. Pustka. To jest dla mnie nowe. I trzymam to w garści. Jest mi z tym źle i też dobrze.
Co zaś tyczy się uczuć.

Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s