Kategorie
Przyjemność Życie

Skoki

I got that feeling
That bad feeling that you don’t know
I don’t even know her but I hope that she comforts you tonight

Nobody here that keeps you in the shade and ever owned you
Some sentimental tears or someone else’s girl that drips away

But I somehow slowly love you
And wanna keep you the same
Well, I somehow slowly know you
And wanna keep you away

To fragment piosenki, którą dziś zagrał mi You Tube. Wsiadłem drugi raz, na rolki po miesiącu przerwy, i tu takie coś. Winny? Nie. Melodia wyjątkowo rozpieprzająca serce. Nie da się pić i skakać nad schodami. Nie, gdy nie ma się 20 lat. Ha! Da się! Rozpędziłem się. Po jednym piwie. Przeskoczyłem nad trawą, trochę metrów było, dziesięć? Z deptaka nad rzeką, na ulicę, różnica poziomów, tak ze dwa. Bez wywrotki i podpórki i zawiał mi w uszach wiatr, chociaż słuchałem muzyki. Pojechałem pędząc dalej, aż do drzwi domu. Prawie w ciemnościach. Co za przyjemność. Skok jak by mi pod dupą usiadł koń. Zadem. Konia trzeba puścić do przodu, nie ciągnąc. Gdy się pociągnie cugle, koń na chwilę przystaje i albo się zwali, zazwyczaj w bok, kierowany, albo wyskoczy. Jak z procy. I tak mi się udało, na kręcących się kółkach. Ugięcie kolan. Nic pode mną. Usiadłem. To nigdy wcześniej mi się nie udało. Zadzwoniłem do Margo, Amazonki. Latałeś? Tak! Asfalt zamiast strzemion? Kurwa. Boże. Tak. Szczęściarz. Ustałeś? Popłynąłem! Jak gdyby tak miało być. Szczęśliwy? Tak, Gośka. Tak. Następnym razem połamiesz kości. Możliwe.

Dla nie wtajemniczonych. Przeskakując przeszkodę na rolkach, rozpędzamy się. Podskakujemy, nie przeskakujemy i lądujemy za przeszkodą. Koń przeskakuje jak człowiek. W dół skacząc, musimy się wychylić w przód. Możemy jednak inaczej. Jak skok w dal. Prosto. Lekko. Góra ciała do przodu, dół w tył. Tak skacze koń, zatrzymany przed przeszkodą. Tuż przed nią unosimy się nad koniem. Gdy skaczemy w dół, wychylamy się do tyłu, pomagając, potem w skoku pochylamy się nad koniem i pomagamy mu złapać równowagę. Jesteśmy zupełnie bez oparcia. Ja sobie pomagam. Zaciskam kolana. Próbuję trzymać nimi siodło. Jestem chujowym jeźdźcem. Zawsze za płytko siedzę i nie dość prosto. Koń ma cztery nogi. Chodzi naprzemiennie. Jakby dwóch ludzi. Lekko zawianych. Jeden za drugim. Podskakujących. Musimy wymusić na koniu tylne raz i przednie dwa. Wychył w tył. Koń leci, siadamy. Jak nie, to albo koń się przewróci, albo nas zrzuci. Kiedyś tak wyleciałem. Ał. Bolało.

W czwartek wyląduję w Warszawie. Moja córka skończy pięć lat. Do Krakowa nie wiem? Bla bla car, pociąg, wynajmę samochód? Stać mnie. Szybko się pozbierałem. Chyba pierwszy raz podziękowałem szczerze Bogu. Wreszcie znowu, zarabiam na dzieci i na kochanie, które staje się ideą. Ideą niedostatku. Córka chce sukienkę elegancką, co w jej wieku i jej języku oznacza księżniczkowy strój. Jest taki sklep. Kupię jej też rolki, może poskacze ze mną?

Dobrze robi mi ta Belgia. Na serce, głowę, zdrowie i kieszeń. Jeszce się w niej zakocham.

W odpowiedzi na “Skoki”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s