Kategorie
Bez kategorycznie Toksycznym

Przyjebać

Moja toksyczność. Nie rozumiem jej. Chyba już pisałem o moim przyjacielu, geju, Brytyjczyku, który zawsze mi powtarza, że jeżeli nie piję i nie mam mojego zjazdu stresowego, jestem najbardziej uroczym człowiekiem, którego zna. I pewnie jestem. Rzecz w tym, że piję ze względu na stres. I pewnie też pisałem, że nie tak dawno, miesiącami, piłem w pracy, nigdy w dni wolne. Dlatego orzeczono, że nie jestem alkoholikiem. Piję niebezpiecznie. Używam sobie medycznie, w dokładnych proporcjach, odmierzanych aptekarsko. Czasami aptekarz się pomyli i wychodzi z tego syf, który bywa, że nie da się go doprać, najgorszy, gdy ktoś mnie nie zna. Nie mogę brać leków, nawet tych cudownych. Znikam. Po alkoholu przynajmniej, po jakimś czasie powraca pamięć. Pojawia się wstyd i zażenowanie. Jak mogłem? Po tropach, nie pamiętam nic. Tabula rasa. Wygodna. I przecież nie piję zawsze. Nie muszę się powstrzymywać. Wolę herbatę. Z mlekiem. Na górze. 1 do 10. Może być bez cukru. Jednak nie w tym stanie, którego nie ogarniam, trzeźwym umysłem.

Wolne wolałem spędzić z córką, pięcioletnim aniołem. Nawet nie posyłać jej do przedszkola. Rzadko, w moim dotychczasowym zawodzie, takie wolne ma się w weekendy. Jeżeli mogłem je mieć, nie chciałem, tych wolałem nie spędzać z najtoksyczniejszą z kobiet, które znam. Strata dorastającego dziecka, umierającego latami, na neuroblastomę, zrobiła z niej czołg, rozjeżdżający. Mnie najbardziej. W przód. Powrót i znowu w przód. Przez dziewięć lat nie zatrzymałem maszyny. Nawet naszą córką. Piekło niezrozumienia. Pierwszy krąg, gdy ktoś myśli, że pomaga, a wbija w ziemię, codziennie. Słowa i zachowania raniące, dla kogoś z moją przypadłością, oznaczały wojnę, codzienną. Obrona, blokada, kordon. Spanie na kanapie, kilka ładnych lat. Brak bliskości, o której w końcu zapomniałem, że nawet istnieje, takie coś, jak razem. Sex? Nauczyłem się onanizmu z ohydztwem, byle szybciej. Trudno uwierzyć, matka mojego dziecka, przeszła terapię. Nie zrozumiałem na czym polegała. Efektu nie zauważyłem. Nawet moi psychologo-psychiatrzy, którzy szukają skutecznej dla mnie drogi, do czegoś, na co mam coraz mniej chęci i tracę zapał, też nie rozumieją. Pewnie jej terapia dodała, nieznane wcześniej zdolności, bardziej rozjeżdzające. Moja godzenie się ze stratą i zrozumienie, że może nic mi już nie jest. Mój syn, ten starszy, powiedział, że zmarnowałem te lata. Nie wiedziałem jak to odeprzeć: nie na siebie, na kogoś, kogo bardzo lubisz, kto rozrywał ojca na kawałki, z których musiał się zbierać. I to dziennie, powtarzalnie. W innym przypadku, ojciec byłby tylko aparatem do oddychania, jedzenia i srania. Bezmyślnie powtarzający rutyny i wyuczone zachowania, zwroty, rozmawiający na niby, utemperowany. Nie mieszkałeś z nami. Gdybyś to zrobił, wiedziałbyś, co może się dziać za zamkniętymi drzwiami. Nie powiem mu. Niech byłość zachowa elementy prawdziwości. Niech to ja będę winny. Zawsze jestem i będę. Nie powiem mu, że gdy dobre wrażenie, jest niezadowolone, potrafi dać ojcu w pysk i wywrócić. Wie, że ojciec nie odda, nie odpowie chamstwem na chamstwo. Przekleństwa to nie to samo. Mężczyznę by sflekował. Bo ojciec w stresie, rozpierdoli nawet Goliata. Nie czuje strachu, nie czyje nic. I to, że ojciec pamięta z dzieciństwa, podobną matkę, pijaną często, bijącą, gdy nikt nie widział. Z szaleństwem w oczach. Szanowaną. I swojego ojca, który pewnej nocy leżał kopany, i chwycił leżący nóż. Ręka bijąca się na to nadziała, jak mięso nabija się na rożen. Było dużo krwi. Ręka krwawa i nie krwawiąca pochwyciły mnie, poniosły, z progu kuchni, nowoczesnej, nie zapyziałej, w ciemną noc. Pamiętam piżamkę, niebieską, z rudzianymi plamami, którą dziadkowie zdejmowali ze mnie i myli, bo to się wszystko przykleiło. Odkryłem wtedy prysznic. Do tamtego czasu były tylko kąpiele. I uwierzyli. Że ojciec po wyroku, nie za siebie, a matka święta jest i tyle. Demon. Współczuję, tym matkom. Jednak, gdy ja, o szóstej rano, obalony na ziemię, bo nie znalazłem czegoś tam, szczotki do włosów, chciałem uciszyć krzyk, położyłem dłoń na ramieniu, gdy było jasne, że dłużej tego nie zniosę, moje dziecko powiedziało: nie rób tatusiowi krzywdy, nie wolno się bić i kłócić. Wstałem. Mój anioł stał obok mnie. Malusieńki. Nic to nie dało. Kaci mają dar. Przetwarzania. Są zawsze ofiarami. Okoliczności i nakazów. A ja? Pozbywalny. Bo znajdzie się na mnie tyle, że to ja jestem nienormalny. Zwariowałem? Tak, niewiele większym będąc, niż moja córka, która nigdy nie powinna widzieć takich scen. Dlatego uciekłem. Dzieci nigdy nie powinny być wmieszane. Ta, o której pisałem, której być nie powinno, tylko mi o tym przypomniała. Tą poświeciłem na ołtarzu, świętego spokoju. Nawet jeżeli nie było łatwo. Innej Tej, J i M, nawet nie dałem szansy. Ciekawy jestem co by powiedziała, gdybym pozwolił jej dojść do słowa?

Każdy, kto nie zna mnie za dobrze, wyobraża sobie, że zamieszkuje we mnie zło. Nie ma go, jestem każdością, zła i dobra, tylko jest mnie, we mnie, za dużo. Ze strony jednej, krzyczę, trzymajcie się ode mnie z daleka. To nie jest prawda. Jestem zupełnie niewiarygodny. Nie, nie godny wiary. Zamieniam wątpiących, w pełnych siły i pewności. Ludzie lgną do mnie. Lubią i się spodziewają. Ja nie lubię ciszy. Czasem zapełniam ją bełkotem. A potrafię być dobrym słuchaczem. Tylko wtrącam. Niech pieśń płynie. Z drugiej? Przyciągam, nieprzerwanie, to jest to, z drugiej strony srebrnika.

Postanowiłem, przez rok pobędę sam. Do roku niewiele zostało. Jest mi coraz łatwiej samemu. Nie wybijam klinem klina, nie zdradzam, nawet myślą. Nie spodziewam się. Jestem egoistą, uczę się nim być. Znalazłem strategię, jak pozbywać się każdej Tej, która może mnie polubić, nawet pokochać. Jestem jak twierdza, najeżona kolcami. Mam arsenał broni, które odpychają. Najlepsze jakie mam, to sztuczność i udawanie. Bombarduję nimi jak podczas oblężenia. Nie umiem powiedzieć nie, ktoś musi powiedzieć to za mnie. Najskuteczniejsze na ludzi za dobrych, jak ja. Uczciwych i szczerych. Za dwa miesiące może opuszczę mury twierdzy, może wybuduję je wyższe? To się okaże. Pozostanę toksyczny. Przestanę. Ale wreszcie dbam o siebie. O mnie. Robię to tylko, co ja chcę. Nikt do niczego mnie nie zmusi. Nie pokusi. Odkupuję winy, stawiając kroki w przód, nie w bok. Nie szukam uznania, potwierdzenia. Pracuję jak zawsze, bez wytchnienia. Zarabiam znowu. Dużo. I będzie więcej. Na dzielnie się i pomoc. Anonimową. Nie sprzedaję się tanio, dokładnie wtedy, gdy cena innych spada. Brak snu sprawia, że mam więcej czasu niż kiedykolwiek. Zmęczenie dobrze mi robi. Na zrozumienie jak bardzo zboczyłem i rozczarowałem samego siebie. Uczę się pisać, na wiele różnych sposobów. Eksperymentować. Przekłuwać ciało, tatuować. Zmieniać kolor włosów, kilka razy w tygodniu. Śmiać się z tego w robocie. Gdy pytają Holendrzy, kiedy będę zielony. Łamię się. Zrobię im tę przyjemność. Zacząłem studia, w wieku na takie, aż niepoważnym. Nie czuję, że komuś zabieram miejsce. Kiedyś komuś oddałem. Mogę bezimiennie się zwierzać, za wielu, którym brak już sił. Po prostu. Przyjebać.

8 odpowiedzi na “Przyjebać”

Nie mogą, ale może zrobić to świadomy sytuacji, która prowadzi w bardzo niedobrą stronę, dorosły, rodzic. Moi starzy rozeszli się kiedy miałem 4, prawie 5 lat. Jestem po skrobankowym przypadkiem. Były ich co najmiej dwie. Do tego hormony. Nie powinno mnie być. Nigdy nie rozumiałem przeklętej miłośći mojego ojca do matki. Wracał jak ćma do świecy. Nie ułożył sobie życia. A mógł. Podrywał nie gorzej niż ja. W dodatku był zabawniejszy. Może tylko mniej, nie wiem, obyty. Nie był prostakiem, był oczytany, bardzo inteligentny. Coś tam brakowało, moim zdaniem. Ogłady? Był niesamowicie przystojny. Wyższy ode mnie. Blondyn, niebieskie oczy, bardzo ładna, proporcjonalna twarz. Podobno odziedziczyłem po nim charakter. Nie wydaje mi się , na pewno wory pod oczami. Szatyn. Oczy mam szaro, brązowo, zielone. Mnie się iskrzą jak diabłu, jemu świeciły anielsko. Ha, ha. Miał może kompleks niższości? Jak ja, podobno wyższośći? Wychodzi na to samo. Nie miał się czego wstydzić. Porządna mieszczańska rodzina, na Wawelu pokazywał mi kamieniarkę wykonaną przez pradziadka i pracowników jego fimy. Zatrudniać w Krakowie trzydzieści osób, przed IIWW, to był sukces. Tylko, że ja miałem dotąd, aż za barwne mam życie. On mniej. Miał. Bardzo mi go brakuje, chociaż rozmawialiśmy przez kilka lat, tylko dwa razy do roku. Na święta. W zależności, kto do kogo przychodził, po kilkunastu minutach trzaskaliśmy drzwiami. Kiedy wyjechałem do Londynu, całkowicie się zmieniło. Mieliśmy długie telefoniczne rozmowy. Na początku w budkach. Były takie karty. Zawsze do niego jechałem, jako pierwszego, gdy pojawiałem się w Polsce. Nawet kilka razy upiliśmy się razem. Podziwiałem jego trzeźwość umysłu, mimo wanny, ja ginu, on wódki. Zmarł po wylewie. Za długo się z nim bawili. Mógł by żyć do dzisiaj. I taka pamiątka. Leżał w szpitalu na Botanicznej, nazywamy to umieralnią. Zaintubowany. Prawie odeszły, głaskał mi rękę, ściskał gdy mu powiedziałem, że będzie miał jeszcze jednego wnuka i przywiozłem mu Levisy, znalazłem 532, 5032? Więc musi się ogarnąc i je założyć, i być tak dobrym dziadkiem, jak dla mojego pierwszego dziecka. Nie zdążył. Z mojej matki wychodzi coraz więcej zła. Zostałem wydziedziczony, a zostało niemało. Rozmowy z jej przyjacółmi, byłymi, bo nie utrzymuje kontaktu, potwierdziły tylko to, co o niej wiem. A wiem mało. Była zawsze nieobecna. Wychowywali mnie jej rodzice. W skrócie. Młoda Polska. Szlachta i Chłopi. Bardzo Małopolskie. Nie wiem co takiego mi dali, ale czuję się dobrze, w każdym towarzystwie. I działa odwrotnie. Nie ma znaczenia z kim rozmawiam, szanuję każdego. Mam taką grzeczność w sobie. Matka nie ma nic z tego. Jeżeli mam jakieś kompleksy, chyba że nowe, to matka jest górą kompleksów. Ta góra rośnie. Powiedziała mi, dawno temu, nie masz przyjacół. Mówiła o sobie. Ja ich ma ogromne ilości. Mam cierpliwoś. Nie oceniam. Wyjechała do Australii, bardzo dawno temu. Mówi po angielsku tak, że jest mi wstyd. Czuje się Autralijką, a nie jest niczym więcej niż emigrantem. Żyjącym na koszt państwa. Ma do tego i obywatelstwo nowo zelandzkie. Więc tylko raz musiała się stać poddanym, nie obywatelem. Ma kolejnego męża. Buc jakich mało. Tego drugiego lubiłem. Zmienił matkę na jakiś czas. Powiedziłem mu, że może być moim ojczymem. Śmiliśmy się z tego tygodniami. Rak i poszło. Matka, po najniższej linni oporu. Prawie dwa metry. Kutas. Przypuszczam, że i to wymiarowo, wdowiec. I tam. Dobrze jest. Niestety. Buc zabrał mi matkę, ledwie zaczęliśmy się poznawać. Zabrał mi babkę, tą niebiologiczną matkę, która została zmanipulowana przez ich oboje. Kobieta, której wszystko zawdzięczam i dziadkowi. Dokąd się uginałem, było w miarę dobrze. Niebiologiczna matka, mimo wieku, upadków i wypadków, wciąż chodziła, jadła, oglądaliśmy razem filmy, graliśmy w karty. Zmuszałem ją. Nawet przekleństwami, których nienawidzi. Teraz leży, od poprzedniego listopada. Pieluchy. Nie wstaje. Byłem za brutalny. Tak się dowiedziałem. Cała rodzina o tym wie. Matka się postarała. Nie wie jednak, że Babcia prosiła mnie o skrócenie życia. Zapytałem jak. Miała pomysły. Jesteśmy ułomnymi katolikami. Odpowiedziałem nie. Nie zrobię tego, musisz się męczyć, modlić i czekać. Nie jestem w stanie pozbawić cię życia. To nieczego nie polepszy. A tak, wejdę do Króleswa Niebieskiego. A co ze mną? Piekło. Najgorsze. Poradzisz sobie, tak powiedziała. Nie zrobiłem nic. Więc widzisz Niewidko. To jest cały proces. Nie wiem kiedy się to mogło zdarzyć. Jestem aktorem i obserwatorem. Dla dzieci? Moich i czyichś? Won. Daleko stąd. Jesteśmy tylko ludźmi. Tylko.

Polubienie

Tak. Dlugi proces. Kończy się dzieciństwo a piekło zostaje. Skąd wziąść siły aby demony przeszłości przestały nami rządzić. Skąd wziąść siły aby decydować o swoim życiu i pozbyć się powtarzalności schematów.. to trudne . Przestać być ofiara, i przestać dawać tym którym się nie należy tyle uwagi. Zacząć cieszyć się wolnością. Jak gdyby przeszłość nie miała znaczenia. Wlasnie tak. Samemu zdecydować gdzie się chce być. W niebie czy piekle.

Polubione przez 1 osoba

Trzeba zadecydować. Jestem bliski decyzji. Raczej niebo. Piekła było już za wiele. Nie byłem ofiarą, jak bardzo dużo ludzi. Raczej przyjmowałem to, jak truciznę. Moi psychologowie bardzo są zainteresowani moim wychowaniem. Stwierdzili nawet, że może to być klucz, do mojej i innych wytrzymałości. Taka siła woli. Wspólna. Ale jak jednak stworzyć obiektywne narzędzie? Ja w moim wychowaniu nie znajduję niczego specjalnego. Tylko czasami się dziwię, jak to możliwe, ża jestem nad, jednak nidy nad nie okazuję, i z tego nad nie czerpię ani przyjemnośći, ani korzyści. Jestem zawsze traktowany jak uprzywilejowany. Jest sporo agresji ze strony pod. Ale i pod traktuje mnie wyjątkowo agresywnie. Nauczyłem się, że grzecznym gestem do pod, robię z pod nad. I równam. Piszę to szczerze, bez jakiegokolwiem poczucia. W tym całym gnoju, jesteśmy niezwykłą rodziną. W mojej widzę braki, w innych? Braki braków. Zupełnie inna koncepcja. Jesteśmy całkowicie wyjątkowi. Wiem, bo obserwuję i to nie bezmyślnie. Nie chciałbym być inny. Czasami wyobrażam sobie, jak mogło by to być. Nic z tego. Poruszamy ludzi, wyprowadzamy z równowagi, obrzydzamy, tracimy. Też, znajdujemy wyjątki, które bez nas były by pod. Wyciagamy. Bardzo się cieszę, że nie jesteśmy już nic, a nic, bogaci. Od pokoleń. To nie posiadanie zrobiły z nas, teraz wyjątek. Ja jestem wolny. Aż za. W tym kłopot. Możemy upaść i możemy się wznieść. Poznałem upadki i wzloty. Nie na skalę moich pra szczurów. Mogę nie nawidzieć mojej matki, moge jej nie znać. Wystaczy kilka zdań i wiemy, że się rozumiemy. Mamy czasem ludzi, jak na otwartej dłoni. Potem. Puść, zgnieć, odrzuć. Ja odrzucam, ona zgniata. Ja puszczam odrzucając, ona zgniata i puszcza. Mamy drugą dłoń. Też otwartą. Pomoc, zrozumienie i współczucie. Ona tylko pomaga. Ja mam w ręce trzy. W tym nie jesteśmy tacy sami. Bedę w niebie. Z otwartymi lub zamknietymi dłońmi. Teraz muszę poczekać. Na niebo.

Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s