Kategorie
Polityka Religia

Bez przekleństw

Może kogoś urażę tym, co napiszę. Jeżeli tak, nie przeproszę. Taki jest cel tego bloga. Przekleństwa jednak nie padną. Nie mieszam się do polityki, chociaż jestem politologiem bez dyplomu. Wybrałem wolność, nie tytuł magistra. Dojrzałem w Londynie, spędziłem tam najlepsze lata mojego życia. Pracowałem, mieszkałem, sypiałem, z ludźmi różnych ras, narodowości, religii, orientacji seksualnych i politycznych. Nie zawsze, ale prawie zawsze miasto, które uważam za swoje, żyło w tolerancji. Nie zdarzyło mi się czuć gorzej, bo jestem katolikiem albo Polakiem. Nikomu nie przyszło by do głowy, traktować mnie z podejrzliwością, bo mam PTSD, powiedzieć, że zwariowałem. Dać do zrozumienia, że moja córka, z zapłodnienia in vitro, może być w jakikolwiek słabsza, intelektualnie lub fizycznie. Nie musiałem niczego ukrywać, udawać. Nie wpatrywano by się w moją twarz, bo mam na niej kolczyki, nie obsłużyć z tego powodu w barze. Nikt mi nie tłumaczył, że muszę oszukiwać, rozliczając co wieczór pieniądze w kasie restauracji, którą kierowałem. Wręcz odwrotnie. Nikt by mnie przekonał, że nie mogę się spotykać z dużo młodszą ode mnie kobietą, bo nie wypada, bo potępi nas otoczenie. Raczej pytano by, czy jesteśmy szczęśliwi. Życzono by nam miłości, nigdy się nie kończącej.

Dziesięć lat w Polsce wyssało ze mnie Londyn. Zapomniałem prawie kim jestem. Przypominam sobie, ociężale. Kilka ostatnich miesięcy z covidowym cyrkiem, decyzje, które wreszcie podjąłem, niełatwo odejść od ukochanego dziecka, ostracyzm rodziny, która nie akceptuje, że nie jest idealna, wyrządza szkody, nie mnie tylko, wydziedzicza. Bezdomność, powracające epizody stresu pourazowego, który w Anglii miałem tylko raz i to nie w takim natężeniu, doprowadziły mnie pod ścianę. Nie umiem się poddać. Nie stanę się taki, jakim oczekiwano, że muszę być i już. Nie jestem pewny, czy moja ojczyzna wyszła całkiem z mroków średniowiecza i czy nie jest coś na rzeczy z wyśmiewaną zaściankowością? Zacząłem się nią zarażać. Czas się na dobre wyleczyć z naiwności.

Od kilku dni obserwuję protesty, spontanicznie wynikłe z próby narzucania innym swojej woli, wiary i światopoglądu. Dokładnie tego z czym spotykałem się osobiście. Wstyd mi, że to moją wiarę chce się narzucić, ustanawiając prawa, które z pewnością są z nią zgodne, ale narzucając zabiera się wolność tym, którzy mają czelność mieć inny światopogląd. Chrześcijaństwo nie na tym polega. To jest pokojowa religia. Używanie jej jako instrument polityczny, jest nie do pogodzenia z przyczyną jej powstania. Minęły czasy krzyżowców. Tylko czy zaczęły się Jezusa? Nie jestem zachwycony atakami na kościoły, ale przecież to tylko budynki. Jestem przeciwny aborcji, ale to dotyczy sumienia tego, kto się na to decyduje. Sam nie mogłem jej zapobiec. Ktoś usunął moje dziecko, nie z powodów, wad wrodzonych, ekonomicznych. Kariera. Uznałem prawo kobiety. Wspierałem, nie decyzję, ale prawo. Czekałem przed i po w szpitalu. Źle się z tym czuję, do dzisiaj. Zrobiła to buddystka. Tak jej się przynajmniej wydaje, która szczerze walczy o prawa człowieka.

Zaczynam sobie zdawać sprawę, że prędzej czy później, będę musiał stanąć po jakiejś stronie. Nie stanę po stronie opresji. Bezmyśnej z gumowymi pałkami. Jestem gotowy na wykluczenie z Kościoła, ja mój mam w sercu. Tego nie da się odebrać. Zdejmę z szyi różaniec, schowam do kieszeni. Tylko, że takich jak ja palono na stosach. Pozostaje mieć nadzieję, że nikt już ich nie rozpali na nowo.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s