Kategorie
Bez kategorycznie Życie

Westa mi kazała

Poniedziałek. Jeden pijany, drugi upalony, trzeci chory, czwarty zastraszony. Wszyscy w cztery dupy. Na swój wyjątkowy sposób, nieobecni. Błyszczy telewizor. Satelitarnie. Wymęczam dialogi, które poprawię, mam na to niezliczoną ilość dni. Nie wiem ile ich mam, więc stają się niepoliczalne, i dialogi i dni na ich poprawianie. Ryczy mi w słuchawkach, tanich, ale dynamicznych, Slipknot. Z reklamami w języku, którego nie poznałem jeszcze. Poznaję. Lekcje. On-line. Flamandzki. Muszę klikać i czekać, 5, 4, 3, 2, już. Powraca muzyka. Cały świat zdaje się być zdalnie sterowany. Nie wiem co to jest? Doczekałem się totalitaryzmu, stadnego, w ramach wyznaczonych przez chorobę, która zabija tylko osłabionych, silnych zamienia w poczucie winy. Nie rób nic, czego mógłbyś żałować, nawet twój wydech może odebrać komuś oddech. Nie było tego dotąd w historii, którą jak dostrzegam, znam bardzo pobieżnie. Niezupełnie. Znam ją całkiem dobrze. Nie w pełni. Nikt nie ma pełni wiedzy, w żadnej dziedzinie. Tyle wiem. A wiem, każde ograniczenie niszczy kultury i postęp. Bądź odpowiedzialny, to nic innego, niż nie wolno ci. Nie pozwolimy na wolno. My, jacyś, znani kiedyś, świat był niewielki, w kolebkach. Tacyś, w ogromie świata, nie od świtu do zmroku, ale od wschodu do zachodu, nakazujemy, wymagamy, karzemy, nieznani. Mamy prawo. Przez ciebie nam nadane. Nie przypominam sobie? Nie? To zapytaj tych z boku. Kogo? Cieni własnych siebie? I ty niedługo będziesz cieniem. Mamy metody. Mandaty, sądy, edukacyjne więzienia, ciała i duszy. Kontrolę, którą samemu sobie wybrałeś, wędzidła, których nie powstydzi się, zbrodnia i kara inkwizycji. Cienie same pozbawią cię cielistości. Są nauczone bycia cieniami, nie własnymi, są nami, czekającymi w każdej szarości i w blasku światła. To już Franz Kafka?

Zapominacie kurwa, że ja was znam. Ilu was tam jest, udawanych bogów? Nie bogami jesteście. Szarpaniną własnych ambicji i zazdrości. W mściwym wyścigu. Zabrać, osaczyć, pozbawić, zmusić. Bogowie nie kierują się logiką, są dawcami. Wyboru. Nawet mój niedoskonały Bóg. Cieni, które chcecie mu odebrać, jak mnie. Nie może być bogiem, cokolwiek, co nie uniosło się ponad podrzędność, nad siebie, by stać się kimś, nadrzędnym. Pierdolone po renesansowe, po antyczne, nowoczesne teraz. Tarcze hoplitów, zwarte. Z napisem nakazującymi podległość. Astynomia stojąca naprzeciw idiotów, wykonującymi rozkazy idiotes. Usiąść, zapłakać i odejść. A właśnie nie! Wstać, zapierdolić i wygonić? Westa mi kazała. Pisać to i śnić. Nie żartuję. Stała nade mną. Wysoka dama. A może jednak to była tylko moja wyobraźnia? A może to tylko uktyty, ze mnie, nas, żart?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s