Kategorie
Brak Chaos Polityka Religia

Toksyczny felietonik

Na ulicach tłumy. Protestują, tańczą, robią jajecznicę, nie smażoną, w kościołach i klną. Jednym głosem. Wypierdalać. Jędraszewski, jesteś zerem. Który pisze i mówi, grzecznie, o historii, dobrze i szczerze. Rzadko jest to spotykane, wśród jemu podobnych. Musi mu być przykro. Modli się podobnie. To metropolita krakowski, jakby ktoś nie wiedział. Metropolita to takie województwo kościelne, pociągnę to dalej, odpowiedzialny za wiarę i co ciekawe, jest szpiegiem papieża. Taka funkcja. Taki zwierzchnik kościelnego, okręgowego KGB. Z zastępami pomocniczych szpiegów, w sutannach. Nie pojmuję jak sobie radzi. Jest jak wojewoda, wybrany przez rząd, który mu dał prawo ingerencji w wybierane demokratycznie instytucje. Jak niegdyś Rady Narodowe, wybierane tajnie, na nikomu nieznanych zasadach. W Krakowie stoją ramię w ramię, zamaseczkowane dzieciaki i mający trzy, przed liczbami wieku, cztery i kolejne. Lewicujący, liberalni i nie przynależni, z lezbami i pedałami, przed oknem papieskim. Maseczką chamstwa w maskę hołoty. Wypierdalającej i popierdolonej, vis a vis, broniącej opresji, pedofilii i niezdolności przyznania się do winy, kłamliwej i podłej, równie skurwysyńskiej.

Mój Naród oszalał. Po dwóch stronach takie same barbarzyństwo, takie samo gówno, którego nikt się nie wstydzi, nie wytrze. Nie wymyje. Wręcz przeciwnie. Będzie nosił ten smród, jak zapach najdroższych perfum. Jakie dzisiaj zapachy? Z cipy niedomytej, czy spod pachy, nie odświeżonej? Spoconych jaj? Będzie bronił do upadłego. Czego? Kurwa? Prawa? Zdolności? Wolności? Co to jest warte, skoro obie strony mają w dupie, znaczenie tych słów?

Dziel i rządź.

Okno papieskie. Byłem pod tym oknem. Tylko raz. Nie było w nim jeszcze Papieża. Przejechał. Mały chłopiec. Potem tylko przechodziłem, zazwyczaj po drugiej stronie ulicy. Skandowano inaczej. Solidarność! Solidarność! Nie wiedziałem co to znaczy. Czułem. Była nadzieja, że coś się zmieniło i rzeczywiście do tego doszło. Pojawiła się nie wolność od, stała się do. Kościół był tego współsprawcą. Z teczkami UB, kto kogo wykorzystał seksualnie, w jakim wieku i jakiej płci. Ułomne narzędzia. Trudno się ich pozbyć. Teraz jest najwyższy czas. Do Papieża miałem stosunek ambiwalentny. Byłem na Błoniach, kiedy przyjechał. I mówił jak klecha, obrażał mnie, katolika. Nie doceniał. Ani mojej wiary, ani intelektu. Zabrał mi czas na dotarcie, Alejami do miejsca rozczarowania. Nowy papież już mnie nie obchodzi. Franciszek. Mamy ze sobą tyle wspólnego, że oddajemy. Ja ze swojego, on z czyjegoś. Co to za wspólnota?

Nie ma mojego narodu. Zaginął. W obozach Niemców, których dziadkowie katowali mojego. Teraz uczą, co jest dobrem, co złem. Grzecznie nazywamy ich nazistami. Pierdolenie. We wschodniej Polsce, gdzie Ukraińcy zabijali moją rodzinę, jak bydło, rozrywali końmi, rozpruwali brzuchy, wyciągając, nie płody, nienarodzonych. Owijając flaki wokół ofiar. Teraz stawiają pomniki bestią. Bohatyrom, mordu kuzynów i pobratymców. Przez współobywateli, trzydzieści lat temu, gdy kradzież i cwaniactwo stały się talentem. W czarnych mokasynkach i białych skarpetkach, powożących coraz droższe fury, z cycatymi kretynkami, które liczyły lepiej niż woźnica. Bezguście to mało. Co tam Martyniuk i jego głos organisty i gorzki syn. Mogłeś? Brałeś i chuj im w dupę, bo tylko znali ciężką pracę. Zabrać. Mamy kapitalizm. Ja mam. Wy nie. Na nowo odkryta pańszczyzna. I nie przeboleję. Rydzyk, który, wierzcie lub nie, Redemptorysta. Był przy ołtarzu, mojej pierwszej komunii. Kilka kroków od domu. Na Zamoyskiego, Podgórze. Gnój, którego nie da się roznieść po polach urodzajnych. Dodając lepszy plon. Kura znosząca nie złote, puste skorupy.

Mamy wstać z kolan? My jesteśmy na kolanach, odkąd takim Potockim, Czartoryskim, Branickim, Sapiehom i niech Bóg mi wybaczy, mój ród, zdawało się, że człowiek warty jest tyle, ile przyniesie korzyści. Dokąd pan z kmieciem, jedną jedli łyżką. Dokąd nie szlachetnym się urodziło, lecz trzeba się było wyróżnić. Nikt nie rodził się wybrany. Potem się stało, co jest. I tu jest dokładnie to. Rozczarowanie.

Moi przyjaciele, kochają kogo chcą, wyznają wiarę jaką chcą, też nie muszą wyznawać. Mężczyzna lubi mężczyzn, kobieta lubi kobiety, mężczyzna lubi kobiety, kobieta lubi mężczyzn. Jest konserwatywny, jest postępowy. Jest czerwony, zielony, tęczowy. Bezkolorowy. I co? Na noże? No nie. Szacunek. Może prawo wyboru? Nie ma się o co obrażać.

Przerażam się. Nikt niczego nie zdaje się rozumieć. My, Wy. Oni, My. Tamci, zasramci. Oni, wyjebamci. Rewolucja? Bardzo proszę. Obyście się wszyscy wypierdolili. W jednym czasie i miejscu. Gdzieś. Nie w bezpiecznych domach, gdzie położycie się spać. Po protestach i obronach. Bo wam się należy odpoczynek? Jak nie, zadzwonimy na policję.

I tak sobie myślę. Za piętnaście szósta. Nie warci jesteśmy mojej bezsenności. Jednak rodzi się inny, Naród. I też ja odradzam się z nim. Jak zwykle z boku. Nie opowiem się po żadnej ze stron. Są równie pochyłe. Staczające się. Bezlitośnie. Nie będę palił Synagog, ołtarzy, Zborów i ksiąg. Nie oceniam, tylko patrzę. I jest mi źle. Nie Polską jest Polska, jest polska itp.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s