Kategorie
Bez kategorycznie nieznane

Tak właśnie ma być

Czas na toksyczność i kolejne zdania, których mam w zanadrzu całe wory. Śmieci. Poniewczasie, może na czas, ostatecznie wybrany. Aby każde gówno wreszcie stało się gównem, nie kałem, nawet nawożącym. Smród nie tylko zapachem. Kwiaty zbiorem płatków zetlałych, wiszących na gwoździu, na ścianie nieznanej. Niewiszących, zgniłych, precz wyrzuconych. Kwestią interpretacji nieznane, nieznanie niezapomnianie. Zanim dokonam korekty, dla przyjemności tylko własnej i wywalę zdania na głowy znanych i nieznanych przechodniów, odpad niczego, z niczego, jak z okna średnich wieków, napiszę tak. Tylko jedno słowo, wypowiedziane mimo strachu, warte jest wszystkich słów powiedzianych, gdy jest pewnie. Tym słowem jest: wiem. Jeden gest, uczyniony, gdy nie ma ratunku, ma siłę większą niż upadek i nicość. Tym gestem jest krzyż. W górę w bok, w bok w górę. Gdy mrok staje się grobem, gdy jasność oślepia. Nawet, gdy nie ma ratunku, jest przypadek, chaos i porządkowanie tego, co nosi nazwę. Życie. Ten krzyż nie jest Pański, nie jest pański. Jest wysoko i od zawsze. Nie jest Bogiem, bóstwem. Zbiorowiskiem jest gwiazd. Odległych i na wyciagnięcie ręki. Wcale nie na zawsze, ale wiecznych. Wystarczy poczekać do zachodu słańca i unieść głowę. Zobaczyć. Wiem gdzie jest krzyż, który mnie prowadzi przez życie. Nie krzyż, który mam nieść. Wolnym trzeba być, a nie obarczonym. Unosić się, nie chylić.

Pozostaję wierny uczuciom. Odczuciom także. Potrafię wypalić miłość, jak tlące się drwa, strzelające iskrami. Im grubsze tym wolniej, pozostawiające wciąż tyle tylko popiołu, ile miłostki, w proch obrócone. Własne i czyjeś. Nie ma rozczarowań, tylko niespełnione oczekiwania, gdy nie był na nie właściwy moment, mój i nie mój. Nie ma co żałować win nie popełnionych, nie ma co opłakiwać win, których już się nie odkupi. Pokuta staje się zbędna, wstyd tylko wspomnieniem. Jestem tylko człowiekiem, szukającym i gubiącym się równocześnie. Pozostaję wierny nadziei, zmysłom, które mnie nie zawodzą. Wiem komu winny jestem wdzięczność, pomimo strat. Przepraszać mogę tylko siebie. Za niewytrwanie. Dziękować mogę tylko sobie, za zdolność do pamięci. Nie oczyszczonej z brudu, nie polerowanej, nie idealnej. Własnej.

Ta, Tamta, Ona. Za dużo Tych, Tamtych, Onych. Za mało Tej, Tamtej Onej. Za mało ich. Za mało mnie i za dużo. Miało być jak się stało, nie stało się nic, co nie miało się stać. Tylko tyle. Było, nie było. Będzie, nie będzie. Bezimienni. Bezimienny. I co? I gówno! Nic się nie zmienia. Tak właśnie ma być.

4 odpowiedzi na “Tak właśnie ma być”

Czyli jak? Śmierdząco ? Czytam, szukam problemu. Gotuje się ,wole nie wkładać ręki bo się oparze. Problemy jednych są zdziwieniem dla innych. Płynie strumien, czysty, prosty w przekazie, potrzebny. Kiedy przychodzi powódź zaczyna się robić mętnie. Niekontrolowana katastrofa .

Polubienie

Raczej u Ciebie sie gotuje , dużo składników, Dlatego czekam, nie wkładam w ten wrzątek mysli ręki, Czekam aż dotrzesz do moich mysli źródlana woda, w której zobacze klar dokąd zmierzasz pisaniem …

Polubione przez 1 osoba

Odpowiedz na Toksyczny Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s