Kategorie
Bez kategorycznie Życie

Życzenia

Przedświątecznie się zmagam. Próbować się godzić, wiedząc, że godzenie poniży zbudowany z trudem wizerunek własnej godności, czy nie? Ze świadomością, że raz próbowałem podczas poprzednich, nie bosko urodzinowych, świąt zmartwychwstałych. Bezskutecznie. Nie ma tego co było, jest inne. Jak zwykle okazuję się ludzki. Święta to okazja do świętowania, nie święcenia. Co do dnia chyba, rok temu, zdradziłem siebie, przyrzekając wcześniej, że choćbym miał nigdy nie poczuć nic, ponad miłość ojca, pozostanę wierny okolicznościom. Nie potrafiłem. Wystarczył jeden gest, objęcie, takie, jakiego nigdy nie poczułem. Gruzy pozostały, szczęśliwe. Na nich zasiadłem, z uczuciem w niebo wstąpienia. Darcy objęcia nie ma w zasięgu jakichkolwiek zmysłów. Pozostaje w miejscach dotyku i moim tylko, nie złamanym, łamiącym serca sercu i niszczącym wiarę w jutro, bo znam bicie własnego i wiem, że serca biją podobnie. Rytmem i oczekiwaniem. Już nie chcę. Łamać własnego, kołem, łamać innych okrężnie.

Święta spędzę prawie sam. Wigilię na pewno. Zapowiedź dnia ważniejszego. Święconego. Jak Herod, odurzę się winem. Winnym. Muszę tak i chcę. Dobrze mu tak. Dobrze mi tak. Nie będę siedział z tymi, z którymi nie chciałem usiąść. Przynajmniej z wieloma, jak w poprzednie, gdy kac z nadmiaru wódki, mieszał się z nadmiarem, mającego się nie spełnić, jeszcze nie kochania. Chciałem usiąść z Gestem. Którego ceń odleciał zerwanym żaglem tonącego w burzy okrętu, połamanym na niewidocznych, a przecież znanych skałach, spienionego oceanu wyczekiwań. Dramatycznie Szekspirowsko. Bo przecież lubię dramaty. Tylko nigdy wcześniej dramatycznie tak nie oszalałem. Z Gestem usiąść, po dwóch stronach niewielkiego stołu, twarzą w twarz. Znając miejsca, gdzie siedząc, siedzieliśmy na wprost siebie. Nie byłoby łamania burzliwego, opłatkowy byłby, przaśnie prosty. Na komplikacje przyszedł by dopiero czas. Przyszły, nie przeszły.

Nie wiem czy muszę przepraszać? Konfesjonalnie, pretensjonalnie, potajemnie, oficjalnie? Nie jest mi wszystko jedno. Za co miałbym? Za to, że jestem zdolny do miłości? Czy naprawdę muszę o tym zapomnieć? Przestać pamiętać? Bo boli? Bez tego nie byłoby pamięci, mnie by nie było. W najlepszym i najgorszym. Wzroście, łucie szczęścia, przypadkowości słów, układających się w poemat szczerości? Upodleniu, upadku, który nie jest moim, jest wszystkim nam wspólnym, którego nie chcąc, zapieramy się, że nie to nam akurat będzie dane. Innym. Im. W domyśle gorszym. Nam. Bo to nam się dzieje. Gdy poczujemy się lepsi. Zło czeka za rogiem. Nie dobro tylko. Stoją tam razem, obejmując się zmysłowo.

Nie spędzę tych Świąt uciekając. Wróciłem do punku wygnania. Mam też gesty. Nie dla Gestu już, dla siebie. Nie godząc się będę, moimi gestami. Własnymi, już nie oczywistymi. Mam miłość. Do dzielenia. Powoli wyrywającą się spod brudu zapracowanych dłoni i brudu myśli. Nie muszę życzyć nikomu wesołych świąt. To czy moje takie będą, nikogo szczerze to nie obchodzi, poza mną i resztą, tych, którzy wiedzą, że było może i ciągle może jest i będzie ciężko. Nic samo nie przychodzi. Poznaliśmy to i przestaliśmy oczekiwać. Zaczęliśmy się starać. O siebie. Wielu z nas. Dla Was. Dla Gestów i tych którzy nigdy się nimi nie staną.

Pożyczę. Święcenia. Najgodniej. Nie kłaniającej się lepkości. Pomimo. Jednego uczucia radości. Szczerej. Nie musi być gorąca, niech będzie ciepła, cieplejsza niż chłodny smutek. Każdemu, kto przyjmie takiego życzenia.

4 odpowiedzi na “Życzenia”

Odpowiedz na agnecha Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s