Kategorie
Toksyczny Toksycznym

Dwanaście krótkich miesięcy

Koniec. Minął rok odkąd pozbawiono mnie życia jakie znałem, którego pozbawiłem się dokonując wyboru, godząc się, że odtąd nie będę miał rodziny, jaką znam, związki krwi okażą się słabsze niż przyjaźń, nie będzie pomocy innej niż wzajemna. Rok poświęcony zawodom, których byłem powodem, miłości, których nie potrafiłem rozpoznać i uszanować, tak jak na to zasłużyły. Rok przebaczania, sobie i innym. Własnej i innych złości. Chęci zemsty i jej porzucenia. Wycofania się i powrotu. Ucieczki i pozostania. Nienormalny, nieprzewidywalny, rok tylko ze sobą i zmianami, które stały się same. Miały być obok, są we mnie. Miały być w innych, stały się mną. Rok, gdy upomnienia okazały się tylko obciążeniem, upominanie się o siebie i innych, do mnie podobnych, niczym więcej niż nieporozumieniem, którego zrozumienia się nie spodziewam. Chuj. Chujowo. Najwyraźniej tak miało być. Nie trafiam na tych, którzy zechcą zrozumieć, mają odrobinę wyobraźni, wykraczającej poza oczekiwania, że bycie odmiennym, nie oznacza, że jest się podobnym, bo także są odmienni. A jeżeli trafiam, nie chcę niczego zmieniać i muszę się oddalać, bo moja obecność toksyczna, pozbawia radości poznawania bycia odmiennym. Zamknięta i nierozwiązywalna pętla nieskończonych możliwości. We mnie rozrywana, w bycie zawsze silniejsza, niż wyjście trafu poza siebie.

Walka o siebie, która nie była odebraniem nikomu niczego. Tylko sobie. Nie ja albo, albo oni. Nie albo ktoś, albo mnie cokolwiek miało dotyczyć. Rozczarowałem się tym rokiem. Ucieszyłem się tym rokiem. Nie, mam to w dupie. Tak, mamy cię w dupie. Osobno i zbiorowo. Rok temu, we własnej desperacji, miałem sobie skrócić życie. Nieważny. Jestem miliardem, w miliardach takich samych nieważnych. W cieple wody, cieplejszej niż krew, która zabarwiła by ją ledwie na różowo. Nie stało się i dobrze. Nie było by warto. Przekonanie, że jesteśmy warci tyle, ile rozczarowanie, jest złudne. Jesteśmy szalą, na której ważą się losy tych, którzy nie chcą niczego więcej niż bycia jak my, którzy przypominają, że bycie sobą jest prawem, nie przypodobywaniem się nikomu, opatrywaniem czyichś ran, rozumienia, rozdrapywania naszych ran, czynienia krzywdy. Bo my zrozumiemy. Przebaczymy. Będziemy w końcu tacy sami. No nie będziemy. Nigdy nie jesteśmy. Nasza wrażliwość, nasza naszość, chęci i porażki. Kroki w przód, w tył, w każdą stronę są warte tylko ile to, że jesteśmy, a nie powinno nas być. Bo tylko przeszkadzamy. Jesteśmy wyrzutem sumienia. Nie naszego, czyjegoś. Nikt ich nie chce, a przecież one są nami, w każdym z nas.

Minął rok. Dwanaście krótkich miesięcy, najdłuższych składających się na nie dni.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s