Kategorie
Toksyczny Życie

Przepraszam siebie

Upadek i upadki. W pogoni, jak zwierzęta w rui. Nic nowego. Moje. Znowu wydałem i rozdałem co miałem. Nie zamieszkałem na ulicy, nie wynająłem śmierdzącego hostelowym potem piętrowego materaca. Zasypiam i budzę się w samochodzie, który zdążyłem kupić, zanim zamieniłem go na kilka tysięcy grejpfrutowych małpek, stówki wkładane w kieszenie potrzebujących, paczki dla tych, którzy nie mają nad sobą nawet dachu jaki mam ja. Nie wytrwałem, nie zorganizowałem się na czas. Miałem wyjechać. Po raz kolejny chciałem zakończyć ten przewidywalny ześlizg końca, końcem ostatecznym. Nie zakończyłem. Powiedziałem. Zostałem ukarany. Nie widuję już dziecka, dla którego pozostałem. Mam się ogarnąć. Ogarniam się. Nie piję. Ciężko pracuję. Sprzątam czyjeś domy. Przyglądam się roztropnym, którzy mają rodziny i domy. Mogą wstać i się umyć. Wstać i się wysrać, spuścić wodę. Nie parkować, niedaleko otwartego wychodka. Nie wiedzą jakie to nienormalnie normalne. Nie kąpać się na dworcu, udając podróżnego, albo zastosować technikę nawilżonych chusteczek. Ogolić się, nie używając kubka z gazowaną wodą i wstecznego lusterka. Uczesać czyste, nie odświeżone włosy. Zagotować wodę na herbatę. Rozprostować wygodnie nogi, zamiast podkurczać je, oparte o drzwi samochodu, z zawieszonymi marynarkami i kurtkami, tak aby nikt nie zauważył, że ktoś w nim, na tylnym siedzeniu, stara się odpocząć. Zastanawia się jak naładować komputer, aby nim naładować telefon? Ile dni można nosić skarpetki? Czy jeszcze kocham, czy już zapomniałem?

Oszczędzam, prawie każdy grosz. Muszę coś wynająć. Stać się znowu, zwyczajnie stać się. Udaję, że jest ze mną wszystko w porządku. A nie jest. Wrzody rozsadzają mi żołądek. Jestem na diecie. Mięsnej. Wegetarianin. Pszenny chleb i najtańszy pasztet. Przynajmniej to łatwo trawię. Marzy mi się ciepła zupa.

Modlę się. Nie dlatego, że trwoga do Boga prowadzi. Modlę się tak samo jak chwilę temu, gdy było zwyczajnie. Spowiadam się. Przyjmuję komunię. Proszę. Staram się i czekam. Mam małe potrzeby. Uczę się. Nie myśleć już o wielkości. O kolejnym niewielkim postępie. Bóg mi pomaga. Zawsze pomaga. Zaczynam to rozumieć.

Jestem w dobrym nastroju. Wiem, że to dopiero początek. Poprawy. Nie czuję złości. Nie gniewam się. Nie mam pretensji. Nie rozczulam się. Nad sobą. Staję się sobą. Uczciwie. Ufnie. Poddałem się, aby się nie poddać. Nie przepraszam innych. Przepraszam siebie.

Nie porzucaj nadzieje,

Jakoć sie kolwiek dzieje:

Bo nie już słońce ostatnie zachodzi,

A po złej chwili piękny dzień przychodzi.

Patrzaj teraz na lasy,

Jako prze zimne czasy

Wszystkę swą krasę drzewa utraciły,

A śniegi pola wysoko przykryły.

Po chwili wiosna przyjdzie,

Ten śnieg z nienagła zéjdzie

A ziemia, skoro słońce jej zagrzeje,

W rozliczne barwy znowu sie odzieje.

Nic wiecznego na świecie:

Radość sie z troską plecie,

A kiedy jedna weźmie moc nawiętszą,

W ten czas masz ujźrzeć odmianę naprędszą.

Ale człowiek zhardzieje,

Gdy mu sie dobrze dzieje;

Więc też, kiedy go Fortuna omyli,

Wnet głowę zwiesi i powagę zmyli.

Lecz na szczęście wszelakie

Serce ma być jednakie;

Bo z nas Fortuna w żywe oczy szydzi,

To da, to weźmie, jako sie jej widzi.

Ty nie miej za stracone,

Co może być wrócone:

Siła Bóg może wywrócić w godzinie;

A kto mu kolwiek ufa, nie zaginie.

Jan Kochanowski, Pieśni, Księgi wtóre. Pieśń IX

3 odpowiedzi na “Przepraszam siebie”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s