Kategorie
Nic Życie

Le courage ce n’est pas d’avoir la …

Przyjechała belgijska królowa. Śpi w moim łóżku, podczas gdy ja próbuję, na kanapie ludzi, którym remontuję mieszkanie. Nie mam siły wracać do domu. Ochoty naprawiać augiaszowego niedbalstwa. Chcę tylko spotkać się z córką i pójść na plac zabaw, gdzie rosną mirabelki. Królowa ogląda Kraków, potem przychodzi i patrzy na mnie. Zakurzone i brudne, szarzejące ciało, zawziętego mnie, w szale, transie uporu. Lubię jak tak tańczysz. Co? Jak tańczysz, malując ściany, powtarza. Ma z głową gorzej niż ja, myślę. Kuku.* Przeszukała moją szafę. Przywiozła czyste ubrania i ręczniki. Wiem że śmierdzę. Wyjebałem te pierdolone kafelki, położyłem nowe. Wyrwałem brodzik, nadludzkim wysiłkiem, wyginając łom, robiąc pod siebie, wywracając się bez wagi, nieważki. Na Słowackiego, w mieszkaniu na poddaszu, Brazylijczyków, nad którymi się zlitowałem, wycierając się bez wstydu, z cieknącej, zielonkawej sraczki. Szesnaście godzin pracy w upale, gotujący się mózg i ona, podająca mi bez słowa torbę i pytająco patrząca na naprawiony kran, przy wannie. Wychodzi, jedzie do mnie, śpi, zwiedza. Wraca w następne dni z obiadem. Wie że nie chcę mięsa. I tak przynosi. Siedzimy w milczeniu, zjadamy, przy stole, nie jej, nie moim. Nie rozmawiamy prawie, odkąd postanowiła zostać na dłużej. Nie z mojego powodu. Zakochała się w Polsce. Wbijająca się w oczy, kobiecym ostrzem ideału, wypatrywaczy. Pijąca kawę w restauracji, na Placu Nowym, gdzie mój syn miał wesele. Kurwa mać, akurat tam. Wyprałam rzeczy twojego dziecka i posprzątałam, wyrzuciłam wszystko z lodówki, zapleśniałe kanapki także, mówi wstając, zamiast dziękuję i smacznego, pewnego razu, roześmiana. Napraw samochód, gaśnie. Nie możesz nie karmić chomika, który kupiłeś dziecku i nie podlewać kwiatów przez kilka dni. Bo ja tutaj jestem. Wykorzystujesz mnie, niby nic nie chcąc. Znajdź pieniądze i czas. Dla wszystkich. Nie pracujesz za darmo, nie żyjesz w odosobnieniu. Naucz się oszczędzać. Napisała na kartce, którą znalazłem, przyklejoną przy zamku, w obcych drzwiach. Oddałem. Nic nie musisz, dopisałem pod jej pretensjami. Nie zapraszałem Cię. Przyjechałaś swoim samochodem. Przeczytała, zmięła papier, wyrzuciła do worka z gruzem. Skręciła papierosa. Zapaliła, wsadziła mi do ust. Mój ojciec i siostra są tutaj. Pomogą mi się urządzić. Chcą cię zobaczyć. Wybrali miejsce, w którym nie spotkasz znajomych. Nawet Tej. Z Wiednia, złośliwy ton głosu. Nie będzie Anioła, do Warszawy za daleko. Bóg wam się nie pogniewa. Onej. Wrocław się nie przysiądzie. Afrodyta nie poda nam wina. Tamta, Toksyczna ma inne zajęcia. Nie będzie Jego, Innego, Onego. Pijącego. Zaimki źle się tłumaczą w Googlu, wtrąca, nie wiem w jakim celu? Czyta co piszę? Zmienię hasło w kompie. Z miejsc bliskich i dalekich. Z przeszłości. Tylko my. Z teraz. Nie będziesz udawał, że się nie znamy. Wiem że ci się to podoba. Nie czujesz tak zazdrości. Nie zniechęcisz mnie. Le courage ce n’ nest pas d’avoir la force de continuer, c’est de continuer quand vous n’avez pas la force. Ubierz się, wyszoruj paznokcie. Masz w kolczyku zaschnięty cement. Bądź z nami. Nie będzie w tym nic złego. Pojechałabym z tobą przez to miasto konno. Jest puste w ulewach. Boicie się tu chyba wody. Ty też. Brzmi, jakby miało jakieś ukryte znaczenie. Konno? Zdecydowanie chora. Ja konno. Może na ośle? Osiołku? Wyszorowałem. Pobyłem. Boga nie oburzyłem. Nie wiem czy lubię Margo. Boję się jej. Jest nierzeczywista. A będzie bardzo. Wynajęła mieszkanie, dwie minuty od mojego. Ja pierdolę. *Nie wiedziałem. Widziałem nagranie. Faktycznie tańczę pracując fizycznie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s