Kategorie
Brak Nic

List, którego nie da się dokończyć

Bardzo długo piszę to, co mam ci do napisania. Poprawiałem i przepisywałem to już tyle razy, tyle razy myślałem i przemyśliwałem to, co powinienem napisać, tak długo, że nie kończenie i nie wysłanie wydaje mi się tym samym. Pisaniem do siebie, nie do ciebie, bez końca. Nie potrafię rozmawiać, próbuję. Nawet ze sobą. Spokojnie, nie nerwowo, bez ciężkości w piersiach, drżenia i paniki. Nawet przyjaźń nie uwalnia mnie od niepokoju. On rośnie we mnie. Zabiera mnie, jak za mocny prąd rzeki, od którego nie jestem silniejszy. Wszystko płynie. Nie w stronę wysp, które bezustannie zmieniają położenie. Nieosiągalnych. Ja niestały i nic nie pozostaje w bezruchu. Nic się nie kończy i się nie rozpoczyna. Wpadając w ruch, poruszany ruchem, w akcję dramatu, będąc dramatyczny, widz i aktor. Bez wyboru akcji, roli, powodu gry, zakończenia, wniosku, nauki, wyciągania. Goniąc za żywiołkami drobniejszego płazu. Nie tego oczekiwałem. Nie tym miałem się stać. Nie śmieję się już z, nie pogardzam z, ułomnej potrzeby ziszczenia, tego co się nie wydarzy, bo i tego nie ma, nawet gdyby było. Nie ja to stworzyłem, nie ja nadałem zasady, których nigdy nie poznam. Poddając się, zyskuję nic zupełnie. Nic mnie nie cieszy, nie sprawia niczego przykrego. Świadomość i jej brak. Wola i przetrwanie. Umieranie i nie życie. Rodzenie się i powstawanie. Wiem, że niczego nie wiedząc i tak nie dokonuję wyboru, bo jest przypadkowe, dla mnie. Nic nie powinno być mi obce. To moje i nasze uniwersalnie. Jest czyjeś. Żadne moją obecnością i nieobecnością. Logiką i nie logiką. Nie wiedząc po co jestem, nie dowiem się dlaczego mnie nie będzie. Mogę przemodlić, przesiedzieć resztę mojego czasu w przemyślnych ułożeniach ciała, uczynić je sprawniejszym, myśleć i wymyślać. Wygrażać i strzelać wbrew naturze, stwórcy, materii. Używać ile mogę. Robić co chcę, jak i gdzie, i kiedy. Być prawy, moralny, na odwrót. Nagrodzony, ukarany. Chorować, zdrowieć, nie wydobrzeć. Kłamać, nie kłamać. Łamać i składać. Budować i burzyć. Czuć ból i przyjemność. Tylko przetrwać w letniości. Mogę wszystko, poza jednym. Zerwaniem owocu z drzewa wiedzy i jedząc go, pojąć. Wiesz już dlaczego? I dlaczego nie? Krew w moich żyłach nie jest moja. Moje życie nie jest moje. Zostały mi dane, bez zgody. Po to bym je mając, nigdy ich nie miał. Czy je przetnę? Nic pozostanie niczym. To nie jest pesymizm. To nie depresja. To Nic.  To Jest.          

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s