Kategorie
Bez kategorii Życie

Porównuję

Przyglądam się. Słucham. Nie wdaję się w rozmowy. Zamieniem wymianę myśli na monologi, które do niedawna były moim sposobem, na ukrywanie kim jestem. Teraz są specjalnością tych, których zachęcam. Krótkimi, i, jak, myślisz? Jakimkolwiek krótkim zaproszeniem. Do prawdy, której nikomu nie wyjawię, nie opowiem, ocenię. Do istoty nie mojego bytu. Dziwię się. Porównuję. Zachowuję spokój. Doceniam. Współczuję. Jestem łowcą, nie polując. Jestem ofiarą, nie drapieżnikiem. Nikt nie wie, że jestem owcą ukrytą pod skórą owczarka. Oswojonego wilka. Nie musi wiedzieć. Ta wiedza nie jest nikomu potrzebna.

Historie są niezwykłe. Osobiste. Prawdziwe. Żyjące.

Zamiast mnie jest chłopiec, mężczyzna, starzec. Święty, przeklęty. Ktoś. Proch i glina.

Człowiek. Ludzka istota. Nikt. Każdy.

Kategorie
Bez kategorii Życie

Wybacz. Nie

Nie gniewaj się. Gniew nie pomoże. Przeszkadza. Nie mogę zaprosić cię do mojego życia. Nie mogę zaprosić cię do mojego domu, nie zaproszę cię na kawę. Nie tylko ciebie. Nie pójdziemy na miasto. Nie odbiorę twojego telefonu, nie podam ci numeru. Podawałem i dzwoniłem, nie do ciebie. Nie będziemy rozmawiać, nie będziemy się kochać. Nie umiem na trzeźwo. Poznawać się i zapamiętywać zapachu perfum. Nie będzie spacerów, teatru i filmów, kwiatów. Nie zamieszkamy razem. Nie będzie śmiechu, nie będzie kłótni. Nie będziemy czytać swoich książek, ale twoje są lepsze. Nie będziemy mieć nadziei. Nie będziemy się rozczarowywać. Czekać na siebie i zamartwiać. Nie będziemy się okłamywać. Nie będziemy się rozstawać. Nie będziemy zapominać. Nie będzie niczego, czego moglibyśmy się spodziewać. Nie zrobię niczego, co zrobiłem już zbyt wiele razy. Co i ty zrobiłaś. Mógłbym. Nie chcę. Wybacz, musiałem powiedzieć, myśląc to wszystko, czując twój zawód, pretensję, widząc łzę. Wiem, pasujemy do siebie, jak do innych. Może spotkamy się? Przypadkowo.

Kategorie
Bez kategorii Mam to w dupie

Być i to wszystko

Znalazłem pracę. Nową. Dziwną. Stałem się ludzkim liczydłem, pokieruję liczydłami. Jesteśmy Abakusami, uzbrojonymi w skanery, świecące czerwonymi krzyżami, z małą kropką pośrodku, kierowaną na kody, których poprzeczne kreski, różnej grubości, wygrywają melodie, o różnym stopniu znośności dla ucha. Wystarczy przycisnąć żółty, jedyny taki przycisk, jak język spustu i celnie skierować jaskrawą czerwień. Wpisać cyfrę, oznaczającą liczbę liczonych przedmiotów i już. Enter. Enter. Pomyłka? Escape. Domyślę się jak wybrnąć. Lista, kursor. Góra, dół. Enter znowu i The End. Do kolejnych kresek, mających wartość, liczoną wartością, określoną.  

Pieśni Skanerów nie są moimi. Odcinam się od nich, słuchając moich, wybranych elegii, o przemijaniu w latach radosnych, w słuchawkach, mocno wciśniętych. Piątych już w tym miesiącu. Psują się. W ten sposób mam czas. Tylko mój. Dla siebie. Płynie muzyka, słowa nabierają znaczenia, zarabiam, myślę, nie jestem bezużyteczny. Płacę, przelewam, zasługuję na szacunek.

Co jakiś czas pojawia się chęć ucieczki. Co ja też tutaj robię? O! Zabezpieczyłem się. Jestem o kilkaset kilometrów od poduszki, do której mogę się przytulić. Nie mogę wyjść. Opuścić pracy, która pozwala mi pisać bzdurki jak te, pisane teraz i więcej ich jeszcze, które układają się w twory, moje utwory. Nie aż takie złe, nie za dobre. Takie na jakie mnie dzisiaj stać.

Zaczynam doceniać. Nie lubić. Nie kochać i nie przyjaźnić się. Nie przyglądać się, poznawać nowych twarzy, widzieć ich. Nie słuchać głosów dotąd nieznanych. Nie słuchać i rozmawiać. Być i to wszystko. Nie być wszystkim. I to. Elegio? Jesteś we mnie, czy jesteś gdzieś, w nieznanym tam, moim Czarnolesie?

Kategorie
Bez kategorii Bez kategorycznie

Dziewczyna z łydką grubszą niż moje udo

Zachwyciłem się. Śmiałem, jak dawno się nie śmiałem. Rozumieliśmy się jak, powinno się rozumieć. Łzy ze śmiechu, cała ich twarz. Cała twarz uśmiechu. Do kaszlu, wywołanego brakiem oddechu. Zaraźliwego.

Zmieniłem się tak bardzo, czy zmiany następują zupełnie niezależnie? Dziewczyna z łydką grubszą niż moje udo. Z zapachem nieperfumowanego potu. Prawdopodobnie cukier. Nie zapytam. Nie umiem być bezpośrednio niegrzeczny. Wcale mi to nie przeszkadzało. Ten zapach. Było w zamian tak wiele. Ona wie. Ja wiem.

Czy tak mogą kochać kobiety? Mimo wszystko? Odkrywam w sobie kobiece cechy, głębsze niż te, o których wiedziałem? Jeżeli tak, to mogę okazać się wpół kobietą. Nie zakocham się, ale zachwyt noszę od tylu dni, że już wiem, że nie przeminie.

Wsłuchiwałem się w głos. Niewiele poznałem nowych ostatnio. Głos jest jak pismo. Kiedy słucham zamykam oczy, nie mogąc, oczy odwracam. Głos ma rytm, faluje, płynie. Jak zdania. Czytam i zamykam oczy. Czuję zdania pisane, pozostawione i te poprawiane. Wiatr i plucie w żagiel. Ten głos był dla mnie, nie cenzurowany. Otwarty. Ten był głosem. Własnym.

Dziewczyno z łydką grubszą niż moje udo, zostaniesz na dłużej? Zostań. Zrozumienia nie spotyka się za często. Takiego jak ty, rzadko i niezapowiedzianie.

Poza tym FUA?

Kategorie
Bez kategorii

Serce

Serce.

Szukam. Szukam Cię. Odnajdując nie wiem? Jesteś?

Daję się Tobie. Wydaję się. Ty gdzieś w gwieździe.

Już strzelali przeciw Tobie, nie ja jeszcze.

Ty oddałeś się za mnie, za moje dni lepsze.

Boże.

Kategorie
Bez kategorii Życie

Niebo zakochanych

Wczoraj były Walentynki. Nie przesadzam z ich ważnością. Mam je w dupie. Ale jakoś tak było, niemrawo, jakbym wcale ich tam nie miał. Nikomu nic nie podarowałem, nie przesłałem, nie życzyłem. Nikogo nie przytuliłem, nikt nie przytulił mnie. Nie było kwiatów, wina, kolacji, okazji do wyjścia, spacerów, kąpieli ze świecami, dotyków, pocałunków, potarganych włosów, uniesień prowadzących do orgazmów, poprzez coraz mniej skromny seks. Nic się wielkiego nie stało. Zastanawiałem się, czy ja kiedyś będę w stanie kogoś kochać i z kimś się kochać, tak jak chcę, jak ktoś? Czy ja tylko kiedyś jeszcze kogoś przygodnie przelecę, z konfesjonałem w tle? Czy będą jeszcze ważne dni i daty, które przebiegną w zaangażowaniu, nie ze wzruszeniem ramion? Zatrzasnąłem wszystkie drzwi, aby nie musieć ich otwierać, jak więc mam otworzyć następne?

Była niedziela. Poszedłem na mszę do brzydkiego kościoła. Niewiele jest brzydkich w Krakowie. Brawa dla architekta, musiał mieć misję. Udało mu się! Chyba przez sprzeczność, nigdy nie widziałem tylu pięknych ludzi naraz, w jednym miejscu. Kościół był wypełniony, usiadłem za ołtarzem, taki projekt, na wprost tłumu wiernych. O ja nie pierdolę Boże, pomyślałem. Nie wierzę. Pod maseczką opadła mi szczęka. W pierwszym rzędzie zakonnice. Od staruszki, po dziewczyny w nowicjacie. Idealne, twarze w proporcjach artystycznych. Mogłem zobaczyć, zsuwały maseczki do komunii. Dalej pary i samotni mężczyźni i kobiety. W każdym wieku. Ładni, ładne, piękni, spokojni, rozmodleni, uważni, wyjątkowi.

Wychodząc przypatrzyłem się im jeszcze raz. Bałem się, że wszystko mi się wydawało, że to gra światła, półmrok, zmęczenie. Nie wydawało mi się. Znalazłem się na chwilę w niebie. Niebie zakochanych i kochających. Oby takimi pozostali. Nie tylko w taki dzień.

Kategorie
Bez kategorii nieznane Życie

Jaskinia niedomówień

Cieszę się, że zdołałem uciec. Nauczyć się, choć w stopniu niezaawansowanym, dokonywać własnych wyborów. Daleko mi jeszcze do biegłości. Pierwsze egzaminy zdałem. Niektóre ledwie, inne celująco. Muszę się jeszcze podciągnąć. Za dwa miesiące minie rok stażu, samotnika z wyboru. Choć kusiło i nadal kusi, przerwać to zadane sobie zadanie. Nie jest łatwo. Unikać, przewidywać konsekwencje, nie wyciągać ręki, odpychać, gdy za daleko i za szybko się gdzieś zaszło, albo zbyt głęboko spojrzało w oczy. Toksycznie lub grzecznie. Lizać rany, zadane na własne życzenie, pogodzić się, że nie jest się niepokonanym Tytanem, równie bezsilnym jak każdy. Ognia nie przyniosę. Mogę tylko powiew, cieplejszej nadziei. Częściej jest mi lepiej niż źle.

Dokładnie rok temu, o tej godzinie, siedziałem w ławce kościoła, nie poszedłem tam się modlić. Poszedłem siedzieć. Po chemii wlanej do żył. Ledwie doszedłem, przez plac Sikorskego, do Kapucynów. Odpoczywałem, przede mną było dwanaście godzin pracy, za rogiem i litr alkoholu, podzielonego na dziesięć małych buteleczek, trzy paczki gum miętowych, kupowanych w kilku pobliskich sklepach, żeby rozłożył się, nie wstydliwy fakt, mojej terapii stresu. Milczałem o kolejnym zagrożeniu. Nie chciałem litości i wsparcia ze strony kogoś, kto nigdy nie wiedział jak mnie wesprzeć. A miało być inaczej. Udało się, nic się nie stało. Goję się szybko, zdrowieję jeszcze szybciej. Teraz uczę się dbać o siebie.

Gdyby nie Ta, o której pisałem, nic by się nie zaczęło. Tej nie ma, ale trudno mi było niedawno słuchać, że nie była dla innych taką, jak dla mnie. Nie ośmielam się nigdy źle mówić o czyichś Przeszłych. Może Ta pokazała tylko mnie, jaka jest naprawdę? Nie chciałem i nie mogłem jej bronić. Odepchnąłem ją, dla racji, które nie miały znaczenia, godziny później. Gdyby nie Ta, nie wpadłbym w psychiczną dziurę, z której musiałem się wygrzebać. Z pomocą innych, którzy dynamicznie odprowadzili mnie daleko od jej brzegu, przy którym stałem przez pół życia. Wciąż dochodzą z niej nawoływania, jednak nie wracam. Mam tylko nawyk powrotu. Ta wiedziała, że muszę zmierzyć się ze sobą. Inną także odepchnąłem, dla racji, które nigdy nie miały znaczenia. Obie mnie nie poznały. Nikt dotąd. Ledwie cień mnie, rzucany na ściany jaskini niedomówień.

Czekam, na to, co zdarzy się w przyszłości. Nie oczekuję, tylko czekam. Aż z cienia wyjdę, za światłem.

Kategorie
Bez kategorii Spokojnie

Tą i Tę

Czekam na Ciebie, zawsze będę.

Nie muszę Cię już kochać,

Nie muszę tęsknić i pożądać,

Czekania jednak się nie pozbędę.

Nie wiem czy wiesz, że to dla Ciebie,

Jestem w miejscu mrocznym, smutnym,

Czekając na wschód, słońcem jasnym,

Gdy myśląc o tobie, będę zbierał siebie.

Odmieniło mi się serce, na dobre.

Masz w nim miejsce, ciepłe, zapamiętane,

Takie na zawsze, trudne, nie poukładane,

Zachowaj je, zanim zapomnę o Tobie.

Nie mam wyboru. Pomiędzy Tobą,

Którą zawsze będę nazywał Tą.

I inną, którą nazywam właściwą,

Tę, która kiedyś mnie pomieści obok.