Kategorie
Bez kategorii nieznane Życie

Jaskinia niedomówień

Cieszę się, że zdołałem uciec. Nauczyć się, choć w stopniu niezaawansowanym, dokonywać własnych wyborów. Daleko mi jeszcze do biegłości. Pierwsze egzaminy zdałem. Niektóre ledwie, inne celująco. Muszę się jeszcze podciągnąć. Za dwa miesiące minie rok stażu, samotnika z wyboru. Choć kusiło i nadal kusi, przerwać to zadane sobie zadanie. Nie jest łatwo. Unikać, przewidywać konsekwencje, nie wyciągać ręki, odpychać, gdy za daleko i za szybko się gdzieś zaszło, albo zbyt głęboko spojrzało w oczy. Toksycznie lub grzecznie. Lizać rany, zadane na własne życzenie, pogodzić się, że nie jest się niepokonanym Tytanem, równie bezsilnym jak każdy. Ognia nie przyniosę. Mogę tylko powiew, cieplejszej nadziei. Częściej jest mi lepiej niż źle.

Dokładnie rok temu, o tej godzinie, siedziałem w ławce kościoła, nie poszedłem tam się modlić. Poszedłem siedzieć. Po chemii wlanej do żył. Ledwie doszedłem, przez plac Sikorskego, do Kapucynów. Odpoczywałem, przede mną było dwanaście godzin pracy, za rogiem i litr alkoholu, podzielonego na dziesięć małych buteleczek, trzy paczki gum miętowych, kupowanych w kilku pobliskich sklepach, żeby rozłożył się, nie wstydliwy fakt, mojej terapii stresu. Milczałem o kolejnym zagrożeniu. Nie chciałem litości i wsparcia ze strony kogoś, kto nigdy nie wiedział jak mnie wesprzeć. A miało być inaczej. Udało się, nic się nie stało. Goję się szybko, zdrowieję jeszcze szybciej. Teraz uczę się dbać o siebie.

Gdyby nie Ta, o której pisałem, nic by się nie zaczęło. Tej nie ma, ale trudno mi było niedawno słuchać, że nie była dla innych taką, jak dla mnie. Nie ośmielam się nigdy źle mówić o czyichś Przeszłych. Może Ta pokazała tylko mnie, jaka jest naprawdę? Nie chciałem i nie mogłem jej bronić. Odepchnąłem ją, dla racji, które nie miały znaczenia, godziny później. Gdyby nie Ta, nie wpadłbym w psychiczną dziurę, z której musiałem się wygrzebać. Z pomocą innych, którzy dynamicznie odprowadzili mnie daleko od jej brzegu, przy którym stałem przez pół życia. Wciąż dochodzą z niej nawoływania, jednak nie wracam. Mam tylko nawyk powrotu. Ta wiedziała, że muszę zmierzyć się ze sobą. Inną także odepchnąłem, dla racji, które nigdy nie miały znaczenia. Obie mnie nie poznały. Nikt dotąd. Ledwie cień mnie, rzucany na ściany jaskini niedomówień.

Czekam, na to, co zdarzy się w przyszłości. Nie oczekuję, tylko czekam. Aż z cienia wyjdę, za światłem.

Kategorie
Bez kategorii Spokojnie

Tą i Tę

Czekam na Ciebie, zawsze będę.

Nie muszę Cię już kochać,

Nie muszę tęsknić i pożądać,

Czekania jednak się nie pozbędę.

Nie wiem czy wiesz, że to dla Ciebie,

Jestem w miejscu mrocznym, smutnym,

Czekając na wschód, słońcem jasnym,

Gdy myśląc o tobie, będę zbierał siebie.

Odmieniło mi się serce, na dobre.

Masz w nim miejsce, ciepłe, zapamiętane,

Takie na zawsze, trudne, nie poukładane,

Zachowaj je, zanim zapomnę o Tobie.

Nie mam wyboru. Pomiędzy Tobą,

Którą zawsze będę nazywał Tą.

I inną, którą nazywam właściwą,

Tę, która kiedyś mnie pomieści obok.