Kategorie
Bez kategorycznie nieznane

Dla J. i M.

Powiedziałem o Tobie. Podobno nic już nie ma znaczenia. Zapytałem. I oto jaką usłyszałem odpowiedź. Za młoda. Mężczyźni będą zazdrościć. Kobiety będą się śmiać. Gdybyś był krezusem. To może byś kupił spokój. Nie jesteś. Nie masz linii obrony. Zjedzą cię. Polak

Powiedziałem o Tobie. Podobno nic już nie ma znaczenia. Zapytałem. I taką usłyszałem odpowiedź. Nie ma wieku. Jeżeli cię lubi, chociaż spróbuj. To jest dla ciebie i jej. Pierdol to. Holender.

Powiedziałem o Tobie. Podobno nic już nie ma znaczenia. Zapytałem. Po co pytasz? Od tylu lat wiesz. Czarni i biali. Bogaci i biedni. Europa ta, tamta. Anglik.

Powiedziałem o Tobie. Podobno nic już nie ma znaczenia. Zapytałem. Nie było odpowiedzi. Źle ci doradzałem. Ty mnie kiedyś też. Z głębi serca. Decyzje są twoje. Przyjaciel. Też Polak.

Powiedziałem o Tobie. Podobno nic już nie ma znaczenia. Zapytałem. Szanujesz każdego. Ja jestem Mormonką, lesbijką. Czytaliśmy Biblię razem i Księgi Mormona. Nawet nie zaśmiałeś się, że Duch przychodzi do mnie. Masz lepiej, ciebie nikt nie wyklucza, ja miałam już dwa chrzty. Proszę, nie rezygnuj. Maoryska. Nowozelandka.

Powiedziałem o Tobie. Podobno nic już nie ma znaczenia. Zapytałem. Tak powiedziała, przyjaciółka. Jeśli potrafisz jeszcze przytulić, jak przytulałeś mnie. Nawet bardziej? Tak można? Mamy syna. Niech wie, że tak się da. Finka.

Powiedziałbym o Tobie. Nie mogłem zapytać. Nie ma Cię. A jeżeli znałam cię dobrze? Bardzo dobrze. To leć. Włoszka.

Powiedziałem o Tobie. Podobno nic już nie ma znaczenia. Zapytałem. Samego siebie. Nic nie odpowiem. Szukałem zapytania. Nigdy go nie było. Odpowiedzi też. Linia. Zdawająca się ze zdania, zapytanego i dopowiedzianego. Nie mialem wątpliwośći. Zabrakło mi odwagi. Ja.

Taka proza. Jaki Dostojewski. Pojebany.

Kategorie
nieznane Spokojnie

Dziewczyno

Patrzyłem i patrzyłem. Wychodziłem i czekałem. Przypatrzyłaś i patrzyłaś. Wychodziłaś i czekałaś. Nigdy w tym samym czasie.

Pochyliłem się nad Tobą. Wiem jak pachniesz. Gdy dawałaś mi numer telefonu. Potem zapytałaś czy powiem prawdę? Powiedziałem. Nie że Cię znam? Znam. Tylko z widzenia i nadziei, że będziesz to tylko ty.

Powiedziałaś. Nie jestem łatwa. Jestem prosta. Spotkamy się w połowie kroku. Jestem prosty, żyję nadzieją, to czyni mnie łatwym. Za bardzo.

Ten przeklęty Bunkier. Gdzie Tej, której tak nie lubisz, chciałem powiedzieć. Nie zrozumiałaś. Nie mogę cię czcić. Gdzie tobie. Podałbym tysiąckrotnie rękę. Oczy nigdy nie kłamią, krok potwierdza prawdę. Zapamiętuję spojrzenie, krok potrafię odtworzyć.

Mam zbyt delikatny głos? Potrafię nim zadźwięczeć jak drzwon. Ty masz silny. Bojący się mnie. Zagadywałem. Boję się Ciebie. Boimy się siebie nawzajem. Może się ośmielimy? Nie byliśmy aż tak pijani, aby obudzić się obok siebie. Nieznani. Ja bym tak nie chciał. Mam wrażenie, że nie chciałabyś i Ty?

Spalam się nieznana i znana dziewczyno. Z imieniem, które muszę przetrawić. Masz na imię jak osoba, która tak zdrobniale nazywana, jest moją niechęcią, nienawiścią. Karą, przekleństwem. Katem i strachem. Nie będzie łatwo. Nie przyzwyczaję się. Nie polubię matki.

Rwie mi się serce do niepoznanego. Do Tak. Tak, chcę znać. Bo wyobraźnia to nie życie.

Pięknaś. Duchem i ciałem. I podobna do mnie sprzed czasu, gdy zrobiłem czego nie planowałem. A jeśli nie? Nie umiem się mylić aż tak bardzo. Czas leczy rany. Czas kwieciem koloruje łąki. Umaję Cię.

Publikuję. Muszę. Dziewczyno.