Kategorie
Spokojnie

Pozostanę anonimowy

Przedziwne jest to, co czuję. Spierdoliłem kolejną szansę, na po połowie mojego i czyjegoś szczęścia. Jednak odczuwam ulgę. Bardzo dużą. Za dużo tych szans. Strach przed porażką zbyt głęboko wrył mi się w mózg. Może to gówno psychiczne, pomaga mi podjąć właściwą decyzję? Może nie decyzje. Instynkty. Uciekaj. Nie krzywdź już więcej. Nie spodziewaj się. Nie poradzisz sobie. Nigdy nie radziłeś. Niezupełnie, los zabrał mi skandynawski ruch taneczny, serce diamentowe, złotowłose, błękit oddania i dziecko. Potem nigdy nie było tak samo. Był klik, był zgrzyt, była świadomość, ze nie zawsze mam farta i zasmakowałem we włoskiej odmianie Kamasutry. Było łatwiej niż rozmawiać. O śmiertelności i ciele malutkim, twardym jak lód. Prosto z lodówki. Zamiast było słońce Lombardii. Niezobowiązujące kłamstwo, dokąd nie usłyszałem, ti amo. Wolałem, rakasta sinua. Tak jak teraz wolałbym, kocham cię. Odpychanie jest niezwykle skuteczne. Nagle czuję, zaraz, no niedokładnie, potrzebuję nieco czasu. Nie czuję. Tak sobie nakazuję. Wali mi się świat. Im szybciej tym lepiej. Zgnieść i zniechęcić. Spada. Świat się nie zmienił. Gdy spadam, zawsze niebo jest boskie. Na końcu się przyznaję. Jestem kurwą, która odda się za chwile spokoju.

Zadziwiającą dziewczynę spotkałem. Nie pierwszy raz. Nazwała to pisanie, pamiętniczkiem. Miała rację. Nie Pamięcią. Niczym. Pamięć o niczym. I może się z tym zgodziłbym, gdyby nie to, że pomimo naszych wymian zdań. Grzecznych. Słyszałem Wy. Zostałem zdegradowany. Nie ośmieliłem się zwrócić uwagi. Zapytać. Czy mogę powiedzieć, a wy co? Także jesteście podobne. Wiem z czego to wynikało. Ja czekałem na nią wypatrując, ona zawiedziona była, że nie do niej się odezwałem. Lecz do Tej. Dziewczyna zrobiła swoje. Ta nie była Tą. Ta była tylko Tą dla mnie. Dziewczyna pozostała by sobą. Tej chciałem bronić. Ta stała się tą i w moich oczach. Za późno. Miało być droczenie, stało się męką. Szybko się uczę. Wnioski często poniewczasie. Za dużo myślę. Uczę się też po czasie. I rozmawiam. Powiedziałem Skandynawce o dziewczynie. Jesteśmy najbliższymi przyjaciółmi. Coś ty zrobił? Ten sam scenariusz. Nie mogłem dziewczynie powiedzieć. Odkąd moja przyjaciółka przestała być moją żoną, nie spotkałem nikogo podobnego do niej. Nie chcę abyś czuła, że jesteś drugą. Nie mogła byś. Dla mnie wszyscy są pierwsi. Jak i ja nie lubię być kolejny. Podobieństwo jest przypadkowe i też to co odczuwam. Kilka sekund. Wiem. Przez dwadzieścia lat wiedziałem, że nie, nie i nie. A tu wiedziałem, Tak. I się przeraziłem. Nie byłem przygotowany. Przygotowany tylko na to, Nie. W tym Nie zanurzyłem się jak pierwsi chrześcijanie. Tylko nie w tak, a przeciwności. Potem trochę piwa, nie trochę. Bardzo piwnie. Przypominam sobie koszmary, poczekam niedługo i jak protagonista, mogę wywołać stan. Toksyczny. I mam wiatr chamstwa w żagle. Niesie mnie. Po oceanach zwątpienia. Moja cudowna Finka zapytała. Przytulił byś ją tak samo? Chyba bardziej. Jest przecudna? Tak. Przecudowna. Takich ja Wy jest niewiele. To przytul. Nie mogę. Planowo się tego pozbawiłem.

Piszę to w pociągu. Warszawa-Wrocław. Przedtem samolot. Bruksela-Warszawa. Przejdę się przez Miasto. Kupiłem bilet do opery. Odchamię się. Mój krewny był tam śpiewakiem. Wystarczy nazwisko. I drugie. Jego córki. Podwójne jak moje. Klękające polskimi kompleksami. Nie żyje już nasza skrzypaczka. Chciałem, aby zagrała na moim ślubie. Tym katolickim, którego nie miałem. Pójdę coś zjeść w restauracji, którą wypatrzyłem. Zjem co mam zjeść, bez dziewczyny, sam, a wiem co lubi. W nocy pojadę do Warszawy. Znów samolot. Nie musiałem, nie że szkoda biletów. Żal głosu i słów. I wrócę. Już nie tylko do kabli. Otwiera się czas. Mój. Wreszcie. Gdybym spotkał nadzieję, nie mówiłbym kodem. Nie jak teraz i nie jak jej ojciec, który każdego ma za głupca. Nadzieję też. Nie mówcie nikomu nigdy, że są głupi, nawet jeżeli są. Głupota nie jest kwestią gustu. Jest głupotą tylko, lub stanem. Głupcami jesteśmy wszyscy. Kod nie jest kodem. Jest grą słów.

Pozostanę anonimowy. Blogerka Agnecha ma racę. Pozbawię się siebie samego. Bez zaglądania w mój własny kawałek ziemi, nie mój, ten pod nogami. I to było by nieuczciwe, jestem sprzed, jak z po.

Kategorie
nieznane Spokojnie

Dziewczyno

Patrzyłem i patrzyłem. Wychodziłem i czekałem. Przypatrzyłaś i patrzyłaś. Wychodziłaś i czekałaś. Nigdy w tym samym czasie.

Pochyliłem się nad Tobą. Wiem jak pachniesz. Gdy dawałaś mi numer telefonu. Potem zapytałaś czy powiem prawdę? Powiedziałem. Nie że Cię znam? Znam. Tylko z widzenia i nadziei, że będziesz to tylko ty.

Powiedziałaś. Nie jestem łatwa. Jestem prosta. Spotkamy się w połowie kroku. Jestem prosty, żyję nadzieją, to czyni mnie łatwym. Za bardzo.

Ten przeklęty Bunkier. Gdzie Tej, której tak nie lubisz, chciałem powiedzieć. Nie zrozumiałaś. Nie mogę cię czcić. Gdzie tobie. Podałbym tysiąckrotnie rękę. Oczy nigdy nie kłamią, krok potwierdza prawdę. Zapamiętuję spojrzenie, krok potrafię odtworzyć.

Mam zbyt delikatny głos? Potrafię nim zadźwięczeć jak drzwon. Ty masz silny. Bojący się mnie. Zagadywałem. Boję się Ciebie. Boimy się siebie nawzajem. Może się ośmielimy? Nie byliśmy aż tak pijani, aby obudzić się obok siebie. Nieznani. Ja bym tak nie chciał. Mam wrażenie, że nie chciałabyś i Ty?

Spalam się nieznana i znana dziewczyno. Z imieniem, które muszę przetrawić. Masz na imię jak osoba, która tak zdrobniale nazywana, jest moją niechęcią, nienawiścią. Karą, przekleństwem. Katem i strachem. Nie będzie łatwo. Nie przyzwyczaję się. Nie polubię matki.

Rwie mi się serce do niepoznanego. Do Tak. Tak, chcę znać. Bo wyobraźnia to nie życie.

Pięknaś. Duchem i ciałem. I podobna do mnie sprzed czasu, gdy zrobiłem czego nie planowałem. A jeśli nie? Nie umiem się mylić aż tak bardzo. Czas leczy rany. Czas kwieciem koloruje łąki. Umaję Cię.

Publikuję. Muszę. Dziewczyno.