Kategorie
Przyjemność Życie

Dzieci

Płaczą moje dzieci. Przeze mnie. Ja nie mogę. Nie przeze mnie płaczą. Płaczą za mną, za czasem beze mnie. Za czasem ze mną. Płaczą przy mnie. Śmieją się moje dzieci. Ze mną, przy mnie, ze mnie. Nie mogę się z nimi nie roześmiewać. Przestać się śmiać. Do łez. Dzieci. Z nimi czuję się jak powinienem. Mam je razem. Wszystkie. Nie brakuje mi nikogo.

Nie wyjeżdżaj tatku. Ojcze zostań. Stay with my little sister dad. All will be fine again. Przestań się złościć. Nie na nas. Przy nas. Don’t judge people, like you not judging us. Jesteś jedynym kochającym człowiekiem, którego znam tato. Zaśpiewaj Zakręconą, no proszę. Albo Technosmutek. Zatańcz ze mną. Jesteś tylko mój.

Nie muszę przed nimi niczego ukrywać. Udawać, kręcić, dostosowywać. One nie robią tego przy mnie. Wyprowadzamy się z równowagi. Obejmujemy, szukając jej zachowania.

Naprawdę codziennie chodzisz do kościoła? Dalej tęsknisz? Dlatego jesteś sam? Tak. I nie.

Nie brakuje ci wcale alkoholu? Nie chcesz nic zapalić? Schudłeś tak przez pracę? Kyllä. Ja ei.

Masz znowu pieniążki? To twój nowy domek? Nie jesteś już szalony? Trochę tak. Nie pytaj.

Jedyne takie dzieci. Jedynie dla mnie.

Kategorie
Mam to w dupie Przyjemność

Nie zapomniałem o niej

Widziałem ją. Wrocławiankę. Dwa razy tego samego dnia. Musiała przyjechać. Nie podszedłem, ukryłem nieznacznie. Minąłem ją. Niewidzialny. Drugi raz się zapatrzyłem. Dyskretnie. Nie wydawało mi się. Była warta zniechęcenia. Za dobra dla mnie. Żywa, prawdziwa. Dobra. Normalna. Piękna. Jej oczy! Nie patrzące na mnie. Nogi chciały mnie do niej zaprowadzić. Nakazałem im zmianę kierunku. Nie podszedłem. Nie szukałem niezręcznego milczenia. Po powitaniu, bez tematu. Kontynuowanego milczenia. Nie wiedziałbym jak się wytłumaczyć. Nie zmienił bym tym obojętności, którą wytworzyłem, starannie.

Wróciłem piechotą. Wsłuchałem się w muzykę. Nawet w tę, której ona słucha. Pomarzyłem. Gdybym postąpił inaczej? Co by było? Było by jej ze mną dobrze? Była by szczęśliwa? O czym byśmy rozmawiali? Gdzie chodzili, z kim się spotykali, co pili, gdzie byśmy pojechali. Jakie zbieralibyśmy wspólne wspomnienia? Czy śmiała by się do mnie, równie serdecznie jak do przyjaciół, z moich żartów. Czy umielibyśmy by się kochać? Czy umieli pieścić, dawać przyjemność. Czy pokonalibyśmy przeszkody, rozwiesili mosty? Czy pozwoliła wierzyć? Czy to było to? To co mnie i ją ominęło? Nie? A gdyby to była pomyłka? Nie dowiem się.

Zasypiałem myśląc o niej. Przy niej. W niej. Dotykałem piersi, obejmowałem biodra, wplatałem ramię pod jej głowę, całowałem szyję, zachwycając się urodą. Mówiłem do niej. Czule ją czułem. Szukałem wspomnienia zapachu, który poznałem w wychyleniu. Z telefonem w ręku, patrząc na numer, którego nie wybrałem. Numeru, którego nie muszę już zachowywać, ale nie chcę się pozbyć. Imię z dopisanym, Jedyna najpierw i Tylko potem. Mógłbym ją zaprosić, mam już gdzie. Z nadzieją.

Nie zapomniałem o niej. Takich jak Ona się nie zapomina. O takich się pisze. Takie kobiety powinno się kochać. Myśleć o tym.

Kategorie
Przyjemność Spokojnie

Nie zawiodę

Co się dzieje? Czym zasłużyłem sobie na przyjaciela, który mnie rozumie? Czy wybaczono mi, gdzieś, gdzie nawet boję się spojrzeć, wysoko? W głębie mojego szaleństwa, które porządkuje się z chaosu w układ kolorów tęczy. Dlaczego nie spadam już w przepaść? Skąd ta ręka, której nie poznając dotyku, uchwyciła i trzyma mnie mocno. Dlaczego rozumiem, to co dotąd nie było zrozumiałe. Gdzie mój egoizm, gdzie poczucie, że wiem, chociaż nie wiedziałem niczego?

Nie oczekuj, mówię sobie. Ciesz się. Nie każdemu jest to dane. I tak jest. Tak się staje. Powolną wymianą, uleczającą rany, zadane sobie i przez kogoś. Mnie i przyjacielowi. Od przyjaźni zaczyna się wszystko, co może nam być dane. Nie zakłamane, w przyjaźni nie ma miejsca na kłamstwo. Przyjaźń nie ma miejsca, czasu, gdy się zacznie, zdaje się trwać wiecznie, od zawsze.

Mój przyjacielu. Wybacz, że mogę czasem Cię rozczarować. Że mogę być niezrozumiały. Że mogę być zachłanny. Że będzie mnie czasami za dużo. Będę się starał, aby tak się nie działo. Nie zawiodę.

Krótko. O przyjaźni nie trzeba pisać wiele.

Kategorie
Przyjemność Uczucia Życie

Piątek trzynastego

Piątek, trzynastego. To już drugi w tym roku, który kończy mordęgę, mozolnego wspinania się na szczebel normalności. Poprzedzonych błyskawicznymi, wielogodzinnymi terapiami, spierdoleniem co było pod ręką do spierdolenia, miesiącem abstynencji. Wrzodami, które nie tylko znowu wymagały wegańskiej diety i spania na brzuchu, ale podtrzymywania ich i go, w dłoniach, bo mogły by eksplodować. Tak się jedynie wydaje. Wrażenie. Wrzody uczą pokory, przyzwyczajają do fizycznego cierpienia. Kwadrans agonii, kwadrans spokoju. Nie pytam już, co ja Ci zrobiłem Boże? Moi cholerni rodzice, poza prawdopodobieństwem wylewu, dali mi nerkowe kamienie. Na nie mam zastrzyki, zawsze przy sobie. Nie zawracam już głowy Bogu. Wrzody? Są tylko sezonowe. Co, że Polprazol nie pomaga. Haszysz pomoże, ale nie mogę być upalony, dwadziecia cztery godziny na dobę. Czuć pękające baloniki bólu, jak bąbelki płynu do kąpieli, albo wydmuchiwane bańki mydlane. A potem zapadać się w nieból, ale i stan halucynogenny. Robi się z tego większy kwas, niż po przedawkowanej wódzie. Stres nie pomaga. Muszę jakoś żyć. W samotności klnę i łażę. Aż przejdzie. Przy ludziach nauczyłem się nie okazywać, że coś jest nie tak. Nawet grymasu. Znalazłem sposób, skopiowany z Niebezpiecznych Związków. Gdy jest bardzo źle, w ostateczności, noszę w kieszeni metalowe pudełko, a w nim kilka igieł. Kiedy czuję, że przymykają mi się boleśnie oczy i zaciskam zęby, wystarczy jedno ukłucie. Mniejszy ból zastępuje większy i znowu słyszę, rozumiem rozmówcę.

Jest postęp, pomiędzy piątkami. Nie nabawiłem się paraskewidekatriafobi. Co za słowo! Nie spierdoliłem wszystkiego. Nauczyłem się trochę myśleć, nie tylko kierować uczuciami. Te akurat mam w rozsypce. Nawet ich nie układam, niech ułożą się same, lepiej ich nie drażnić. Nie rzuciłem pracy, zarabiam pięć razy tyle. Wydaję, rozdaję, wspieram, nie ze wstydem przyjmuję od przyjaciół, którzy sami mają niewiele, wdowie grosze. Śpię w łóżku, nie na ławkach, w bramach, kątem na podłodze, albo trzy na trzy noce, w użyczonym samochodzie i brudnawych hostelach. Uberując, co i tak się spierdoliło. Wirus. Ledwie się podniosłem, upadłem. Nie rzygam krwią, nie uciekam ze szpitala, w obawie przed niebezpieczną i niepotrzebną operacją. Coś sobie piszę, coraz łatwiej. Nawet ten blog, choć niezupełnie był to mój pomysł, wskazówka psychologów. Rolki też. Mam robić coś, co zawsze sprawia mi przyjemność. Czekają na mnie studia, które zacznę za rok, albo dokończę inne, niedokończone. Musi być lepiej, nie może być gorzej.

I trochę miłego w ten ostatni piątek. Dzielna dziewczyna w szalu zniknęła, ale nie całkowicie. Miała mój numer telefonu, na wypadek najgorszych niepowodzeń. Zadzwoniła. Nie jest już bezdomna, ma pracę, wraca do nauki. Poznaliśmy swoje imiona. Tylko trzymać kciuki.

Kategorie
Bez kategorycznie Przyjemność

Najdzie mnie

Poczułem cię dzisiaj. Nad wodą. Sól i morze. Ziemia pozwoliła mi stać. W miarę prosto. Przypominałem sobie perfumy. Ktoś musiał używać podobnych. Wiało, w moją stronę. Przypomniałem sobie, ciebie. Szelest traw, ciało, długość nóg. I podobieństwo. Dłoni, uszu. I zawód. Ten, którego nie zapomnę. I moje wyjście szybkie, z brzydkiego dziesięciopiętrowca. I stania w sklepie, za szybą, w kącie, gdy patrzyłem, jak wybiegłaś. Chciałem podejść. Nie wyszedłem. Czekałem. Bardzo długo. Nie mogłem na ciebie patrzeć. Julio. Nawet, gdy jeszcze przychodziłaś, nie wiedziałem, po co. Nie wiem do dziś. Ja silny? Ty słaba? A gdy mnie brakowało siły? Czym miałem ją zastąpić. Twoją słabością? Po tobie nic nie miało być takie samo. Było. W odmianach. Innych. Wiesz czego mi brakuje? Śmiechu. Po tobie tylko pamiętam śmiech. I współczucie, gdy też stałem, na schodach. Free Pub i całkowite upalenie z głupkiem. Mieliście głowy na barze. To była pierwsza po południu. Musieliście tak siedzieć, od poprzedniego dnia. Żaden z niego artysta, żadna z ciebie. Idealne małżeństwo, idealnie żadne. Dużo zdrad i zamętu. Dlatego nie odbierałem przez te lata telefonu. Ze mną nie mogłabyś zdradzić jego. Jak nie zdradziłaś z nim mnie. Ale wiesz? Splunąłem przy drzwiach. Na Sławkowskiej. Trzykrotnie. Jak rozrzucam wodę święconą. Za wczoraj. Dzisiaj. I niech będzie, co ma być. Za drzwiami kościołów. Po mszach, gdy zanurzę rękę. Dla dusz czyśćcowych.

Droga, nie z Kapulettich. Dobrze wiesz, że Julii było dużo, w moim łóżku, bramach, gdzie można i się chce. Było. Ten czas się skończył. Nie jest mi wstyd, nie musi. Byłem taki i nie. Robiłem dobrze, robiłem źle. Teraz wybieram dobrze i nie. Z niczyjego powodu. Ale pamiętam. Nauczyłem się kochać. Już nie ciebie. Kiedyś znów pokocham. Jak pierwszy raz. I niech to będzie najpierwszy. Najdzie mnie. Bardzo bym chciał.

Kategorie
Przyjemność Życie

Okno w niebie

Dzisiaj napiszę inaczej. Dzieje się coś. Prawem mojego wyboru. Mała iskra. Nie dmucham na nią, podtrzymuję, celowo. Problematyczna iskra, przekornie niestygnąca. Znowu obserwuję z dystansu czasu i nie mam tego sobie za Złe. Gdzieś się minęliśmy. Do nierozpoznania. Iskra i nieistotne we mnie rozbudzenie. Tym razem przeproszę Margo. To się nie stanie, czy stanie się Inne? Może. Wiem, że bardzo bym chciał. Ocieplam się gwałtownie, znowu zagoreję? Czy to będzie? Spalę się tym razem? Czy zapalę świat? Trzymam Odkupiciela za różaniec, sznur. Niech mnie nim zwiąże i nie pozwoli się oddalić. Albo niech każe uciekać, rozcinając węzeł, supłający się w dziwny, niezrozumiały sposób. Przeproszę Afrodytę. Pożegnam Eurydyki. Powiem. Cześć. Demeter. Magdaleno.

Iskrę nazwałem Odą. Iskra nie lubi nazwiska. Ja tak. Horacy mnie zauroczył na zawsze. I Seneka i Aureliusz. Ody są najpiękniejsze. Oda nie lubi Tej. Ta zabrała mnie Iskrę. Tej nie ma, jakby nigdy nie było. Ta odebrała mnie Iskrze? Oda była, nagle to odkryłem. Jakby walnął we mnie z błękitu grom. Otwarło się okno w niebie? Chmurnym? Nad nim słońce.

Oda pisze, nie wiem jeszcze. Jak. Nie to samo. Ważne jest pisanie. Mój imiennik przypomniał mi o oku i kwadransie przed ekranem. Nie wie że nie oko, lecz Oko. Które osłabło. Bo się biłem, za pedała, nie geja. Gej by został, pedał uciekł. A ja musiałem. Nie przejdę obojętnie. Musiałem się wdać. Muszę pisać.

Czekam. Czekam i czekam. Każde czekanie jest inne. Poczekam. Trzy z wielu znaczeń. Kolor. Jest kolor. Nie zawsze czerń i biel.